Ks. Czesław Walentowicz 

Umiejętności komunikacyjne współczesnego katechety 

Każdy epoka niesie swoje wyzwania, w każdym czasie wychowawcy zastanawiają się nad tym, jak wychowywać? Co robić, by podejmowane działania wychowawcze były przyj-mowane przez wychowanków, przynosiły oczekiwane rezultaty, były zrozumiane i akcepto-wane przez rodziców? Katecheza jest szczególnym miejscem wychowania dzieci i młodzieży, bo dotyczy spotkania człowieka z Bogiem.

To Bóg jest pierwszym wychowawcą, to On przemienienia człowieka. Na bazie natury buduje swoją łaską. Katecheci mają świadomość, że „największą pomocą jaką można dać człowiekowi jest wychowanie” – jak mówił Sługa Boży ks. Michał Sopoćko. Dlatego też katecheci bardzo się o to starają. Co roku Ojcowie Jezuici w Polsce na początku nowego roku szkolnego organizują w tym celu Ogólnopolskie Spotkania Dyrektorów Wydziałów Katechetycznych. Tegoroczne, siódme już z kolei spotkanie dyrektorów w dniach 16 – 17 września 2008 roku w Centrum Duchowości w Częstochowie zostało poświęcone właśnie wychowaniu. Może trochę szkoda, że na te spotkania przyjeżdżają tylko ludzie z kręgu katechezy. Przecież gdybyśmy mieli dobrą katechezę życie szkoły byłoby o wiele łatwiejsze. Nie potrzebowalibyśmy tak wielu programów wychowawczych i naprawczych. Sami katecheci nie zrobią dobrej katechezy. Sami to znaczy bez pomocy innych nauczycieli, bez współpracy rodziców. Tymczasem mimo, że religia w szkole jest już od tylu lat co roku mamy podobną sytuację. Prasa i media rozpoczynają nowy rok szkolny od tego, że gdzieś tam, jakaś klasa nie zapisała się na katechezę, bo mają za dużo zajęć, bo coś tam jeszcze. Dalej uczniowie ciągle słyszą, że jest to przedmiot nie obowiązkowy, można nie uczestniczyć, można zrezygnować. Młodzież od razu otrzymuje zły komunikat, że można zrobić tak samo. Dodając do tego fakt, że katecheza jest najczęściej na ostatniej, to znaczy na ósmej, dziewiątej lekcji, kiedy już nikt nie ma sił do pracy, nie motywuje młodych do dobrego udziału w katechezie. Zmniejsza się jej skuteczność. Jeżeli dodać do tego jeszcze nienajlepsze czasami relacje katechety z katechizowanymi, co raz to odnawiany szum medialny z powodu jakiegoś nieudanego katechety to mamy już prawie cały obraz warunków naszej polskiej ka-techezy.
Ks. dr Paweł Mąkosa z Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie podjął się przedstawie-nia podstawowych kompetencji komunikacyjnych katechety iż robił ot bardzo solidnie. Kate-cheza jest aktem komunikacyjnym katechety z powierzonymi mu uczniami. Oczywiście nie chodzi tu tylko o komunikaty słowne, po prostu słowa, ale o całą postawę jaką przyjmuje na-uczyciel religii w swojej pracy. Doskonale wiemy, że żadne metody nie zastąpią osoby sa-mego katechety, jego dojrzałej wiary, zaangażowania w życie Kościoła. Ciągle przypominają się słowa Sługi Bożego Jana Pawła II: „Współczesny świat potrzebuje świadków, nauczycieli słucha tylko na tyle na ile są świadkami.” Katecheta stający przed swoimi uczniami musi być osobą komunikatywną, otwartą, przede wszystkim głęboko wierzącą. Włoskie dokumenty katechetyczne mówią, że „Katecheta to ktoś, kto sam spotkał Chytrusa i innych do Niego prowadzi.” W katechezie ważny jest cel – doprowadzenie uczniów do spotkania z Bogiem. Bez tego wyraźnie postawionego celu nie można katechizować, nie można robić tego dobrze. Idąc do szkoły, wchodząc do klasy przede wszystkim to trzeba mieć na uwadze. Żaden na-uczyciel, w tym także katecheta nie może poprzestać na swoich naturalnych zdolnościach psychologicznych, pedagogicznych. Powinien ciągle doskonalić swoje umiejętności we wszystkich wymiarach, także w dziedzinie komunikacji, zwłaszcza komunikacji grupowej. Cała praca ewangelizatora zależy od jego umiejętności komunikacyjnych, od tego czy, i jak potrafi przekazywać prawdy ewangeliczne. A przede wszystkim od tego jaką atmosferę two-rzy wokół siebie, co wnosi ze sobą do klasy. Jeżeli jest to spokój, radość, zadowolenie z wła-snego życia, zadowolenie z bycia chrześcijaninem i katechetą z pewnością taki katecheta bę-dzie przyciągać. W innych przypadkach ta praca katechetyczna może być delikatnie mówiąc nieco trudna. Katecheta powinien dobrze znać swoich uczniów i ich potrzeby, rozumieć ich problemy, starać się w miarę możliwości, im zaradzić. Zdarza się jednak, że katecheta jest w konflikcie z klasą. Wtedy uzyskanie głównego celu jakim jest prowadzenie do Boga staje się niemożliwe. W konflikcie trudno mówić o katechezie. W walce można wygrać albo przegrać, ale na pewno nikogo się nie nawróci.
Najbardziej pożądanym i oczekiwanym kształtem relacji między katechetą a jego grupą jest komunia osób(communio personarum). W pierwszych wiekach Kościoła wspólna wiara, jedność chrześcijan, miłość wzajemna zdolna do dzielenia się swoimi dobrami były cechami wyróżniającymi wyznawców Jezusa Chrystusa spośród innych ludzi na świecie. Wtedy to chrześcijaństwo było najbardziej przekonywujące, zyskiwało nowych zwolenników. Dzisiaj również chodzi o taką atmosferę na zajęciach z religii, by było widoczne, że nie jest to tylko jedna z lekcji, ale coś więcej. To więcej to odnoszenie się do siebie z miłością w duchu wiary w Jezusa Chrystusa. Taka relacja miłości i zatroskania powinna wywiązać się nie tylko między katechetą a grupą, ale również pomiędzy katechizowanymi nawzajem. Tylko wtedy odbiór głoszonej Ewangelii – Dobrej Nowiny będzie poprawny i skuteczny, będzie widoczny w życiu codziennym. Nie zapominajmy przy tym, ze Dobra Nowina nie oznacza łatwej nowiny, wręcz przeciwnie. Wymaga ona trudu i zaangażowania nie tylko prowadzącego, ale też samych zainteresowanych. Jednym z zadań Kościoła, a więc także katechezy jest stworzenie takiej przestrzeni, w której można wyjść z anonimowości, nawiązać bliższe relacje z innymi, co daje możliwość rozwoju religijnego i osobowego. Chodzi o stworzenie takiej atmosfery w której każdy czuje się potrzebny, dowartościowany, kochany, ma swoje miejsce i zadanie do spełnienia z innymi i dla innych. Wypracowanie takiej wspólnoty osób na katechezie wymaga przede wszystkim świadomości konieczności takiej wspólnoty, wymaga pracy w przezwycię-żaniu początkowej obojętności, barier, czy nawet niechęci ze strony katechizowanych. Ks. dr Paweł Mąkosa za R. Pomianowskim podaje kilka zasad koniecznych do stworzenia komunii osób na katechezie. Pierwsza to ściśle religijny cel tych spotkań, zmierzający do pogłębienia wiary. Duga to trwałość wyrażająca się w stałym kontakcie osób umożliwiającym lepsze po-znanie się i zrozumienie. Trzecia zasada to zasada personalizmu, wymagająca traktowania wychowanka jako osoby wartościowej, godnej, kochanej przez Boga i prowadzącego. Zasada humanizmu podkreśla, że motywem działania jest dobro wyrażające się w rozwoju. Zasada moralizmu przypomina, że katecheta ma być wzorem postępowania moralnego w całym swoim życiu, nie tylko w szkole. Zasada chrystocentryzmu stawia w centrum Jezusa Chrystusa, który uczył nie tylko słowem, ale przede wszystkim swoim życiem dla Ojca w niebie i dla innych ludzi. Komunikacja międzyosobowa i stworzenie wspólnoty osób dotyczy nie tylko relacji katechety z poszczególnymi uczniami w klasie, ale też uczniów między sobą. Katecheza zarówno szkolna jak i parafialna odbywa się w poszczególnych grupach. A więc katecheta powinien posiadać znajomość relacji zachodzących między jednostką a grupą, znać procesy grupowe, wiedzieć jak powstaje grupa, jakie powstają w niej współzależności, co wzmacnia a co osłabia pracę w grupie. Do stworzenia wspólnoty katecheta musi mieć motywację, musi być przekonany o konieczności stworzenia wspólnoty. Będzie też potrzebował wiedzy z zakresu psychologii rozwojowej, życia duchowego, komunikacji międzyludzkiej. Do tego jeszcze przydatne będą umiejętności, czyli praktyczne zastosowanie wiedzy. Praktycznie katechi-zowany doświadcza umiejętności swojego katechety. Można powiedzieć, że katecheza to prowadzący i jego oddziaływanie. Aby zachęcić uczniów do udziału w katechezie trzeba ich przekonać do pracy w grupie, ukazać atrakcyjność osób dla siebie nawzajem, wartość nawią-zywania przyjaźni, można odwoływać się do przyjaźni już istniejących w danej grupie. Trzeba starać się o to, by podejmowane na katechezie zadania były interesujące, atrakcyjne, doty-kające problemów wiary w kontekście współczesności. Uczestnik musi widzieć potrzebę udziału w katechezie. Przynależność do grupy może w nim zaspokoić potrzebę innych przy-należności, zwłaszcza tam gdzie nie ma dobrych więzi rodzinnych, ciepła domowego. W mojej praktyce katechetycznej doświadczałem nieraz próśb ze strony uczniów o to, by mogli zwracać się do mnie: „tato, tatusiu”. Oczywiście nigdy tego nie zabraniałem i odpowiadałem wtedy: „moja córko, mój synu”. Przy tworzeniu grupy trzeba też wiedzieć o istnieniu przy-wódcy, o statusie poszczególnych osób i ich roli. Na ogół członkowie grupy przyjmują pewną liczbę ról zespołowych, przywódcy przyjmują jedną lub dwie role, przyjmowane role wiążą się z cechami osobowości, efektywność grupy zależy od kombinacji ról przyjmowanych przez członków. Najczęściej spotykane role to: koordynator, przywódca zespołu, innowator, kontro-ler, pracownik, kończący, wprowadzający w czyn, osoba kontaktowa. Wszystkie role są rów-nowartościowe. Jednak, aby osiągnąć sukces musi być: odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu, jeden silny generator, właściwe rozłożenie zdolności intelektualnych, szeroki zakres ról w grupie, role odpowiadające osobowościom i zdolnościom, umiejętność dostosowania się do zauważonych braków. W kontakcie z odbiorcami Dobrej Nowiny ewangelizator powinien być empatyczny, potrafiący wczuć się w świat mówiącego, rozumiejący jego sytuację i pro-blemy. A jednocześnie asertywny, potrafiący mówić „nie” bez poniżania, niepotrzebnego karania, pozwalający rozmówcy wejść w swój świat wewnętrzny. „Jest mi przykro, że spóźni-łeś się na zajęcia, nie potrafię pracować w takim hałasie, źle się czuję, gdy...”. Język katechezy powinien być bliski i zrozumiały dla młodzieży a jednocześni uwzględniający wymogi teologiczne. Dobrze jest znać slang młodzieżowy, ale nie trzeba nim się posługiwać, młodzież, młodzież tego nie lubi, katecheta ma mówić do nich swoim własnym językiem. Poza umiejętnością mówienia trzeba potrafić słuchać. O umiejętności słuchania świadczy okazy-wanie zrozumienia, wejście w położenie mówiącego, akceptacja, nie wymądrzanie się, ogra-niczenie czasu swojej wypowiedzi. Można powtórzyć to, co usłyszałem, aby zobaczyć czy dobrze zrozumiałem. Ostatecznie Pan Bóg dał człowiekowi jedne usta i dwoje uszu. W każ-dym komunikacie jest warstwa emocji, one tworzą relacje. Na 100% ogólnego wrażenia, 55% to mimika, 30% zależy od głosu i tylko 7% od słów. Mówimy całym sobą, swoją postawą. Jeden z proboszczów mówił z humorem, że mężczyźni nawracają się po kazaniu, a kobiety przed kazaniem. Kończąc można powiedzieć, że w nas samych nosimy Chrystusa, Jego Ewangelię, przekazujemy ją swoim życiem bardziej niż słowami.

 

Ks. Czesław Walentowicz  

Pn Wt Śr Cz Pt So N
1
2
3
10
11
17
23
Data : 2019-11-23
28
Data : 2019-11-28
Początek strony