PRACE LITERACKIE:

ZAGRANICA

 


Wielcy Polacy ostatnich 200 lat - moje refleksie o ich wpływie na Polskę i Europę

W polskim narodzie nigdy nie brakowało wielkich osobistości, które w różnych dziedzinach rozsławiały naszą Ojczyznę.
Bez wątpienia do najsłynniejszych wielkich Polaków należał Karol Wojtyła - papież Jan Paweł II. Jego wielkie, przepełnione miłością serce potrafiło zjednoczyć miliony łudzi różnych wiar i narodowości. Kochał cały świat a zarazem tęsknił za swoją Ojczyzną. Uświadomił nam, że odwaga połączona z mądrością, tolerancja, szacunek i miłość względem bliźniego to najwyższe wartości. Dla mnie Papież Jan Paweł II był, jest i zawsze będzie wielkim autorytetem.
Z pewnością wielkim Polakiem jest też lider Solidarności, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej w latach 1990-1995, Laureat Pokojowej Nagrody Nobla - Lech Wałęsa. Okres przywództwa Wałęsy przyniósł Polsce wiele zmian politycznych i społecznych, co odbiło się szerokim echem również w innych krajach Europy.
Cały świat zna też naszą słynną noblistkę w dziedzinie chemii i fizyki - Marię Skłodowską--Curie. To właśnie jej odkrycia przyniosły postęp całemu światu.
W literaturze mamy swoich Noblistów: Henryka Sienkiewicza, Władysława Reymonta Czesława Miłosza i Wisławę Szymborską, lecz nie tylko oni są naszą chlubą. Przecież poezja Adama Mickiewicza przemawia do nas dzisiaj, tak samo jak przed laty a jego walka o wolność, sprawiedliwość i braterstwo stała się testamentem dla przyszłych pokoleń. Nie sposób wymienić wszystkich wspaniałych pisarzy i poetów, tłumaczonych na wiele języków, których dzieła są nie tylko w polskich bibliotekach, ale również w bibliotekach na całym świecie. I jeszcze muzyka. Jako Polacy dumni jesteśmy z Fryderyka Chopina, Stanisława Moniuszki i innych kompozytorów.

Jednak w refleksji o wielkich Polakach nie mógłbym nie wspomnieć o człowieku, który z pewnością z wielu powodów jest moim wielkim idolem, człowiekiem, którego bardzo szanuję. To „Orzeł z Wisły", mój imiennik, wspaniały Mistrz Adam Małysz. Wprawdzie nie napisał żadnego dzieła literackiego, nie skomponował też żadnej opery i nie wprowadził w Polsce ani na świecie radykalnych zmian, jednak Jego imię w sportowym świecie rozsławiło nasz kraj. Przez wiele lat z orzełkiem na piersi reprezentował Polaków w tak trudnej dyscyplinie, jaką są skoki narciarskie.
Brał udział w zawodach Pucharu Świata, Pucharu Kontynentalnego i Olimpiadach. W trakcie swojej kariery, która trwała od 1996 roku, Adam Małysz zdobył trzy srebrne i jeden brązowy medal Igrzysk Olimpijskich. Ma cztery złote, jeden srebrny i jeden brązowy medal Mistrzostw Świata. Cztery razy z rzędu zdobywał Kryształową Kulę w Pucharze Świata. Wygrał także Turniej Czterech Skoczni.W swojej karierze zdobył jeszcze wiele innych nagród, wiele łat plasował się w ścisłej światowej czołówce. Na podium Polak stanął łącznie 91 razy. Były chwile wzlotów i upadków, ale zawsze się podnosił. Zdobył więc prawie wszystko, co może sportowiec zdobyć, a jednak został człowiekiem niezwykle skromnym. Swój sukces osiągnął dzięki ciężkiej i sumiennej pracy i „góralskiej" ambicji. Mimo wielkich sukcesów zawsze daleki był od gwiazdorstwa.W wywiadach ciągle powtarzał, iż musi jeszcze wiele trenować, by wspiąć się na sam szczyt. Taka postawa skoczka zyskała mu ogromny szacunek i sympatię nie tylko wśród fanów, którzy zaczęli towarzyszyć mu w czasie rywalizacji w różnych miejscach świata, ale również wśród kolegów sportowców, nawet z innych drużyn. Przez rywali był lubiany i podziwiany. Bardzo utalentowany młody skoczek Gregor Schlierenzauer, który pomimo młodego jeszcze wieku   ma na swoim koncie najwyższą liczbę zwycięstw w Pucharze Świata (48!) w wywiadach podkreśla, że Adam Małysz zawsze zostanie jego wielkim wzorem.
Dla Polaków Adam Małysz jest powodem do dumy, natomiast za granicą - myślę, że jest znanym i poważanym sportowcem. Nie znam statystycznych danych o jego popularności, lecz mogę podzielić się czymś, co jest może trochę śmieszne, ale prawdziwe. Będąc, jak co roku, w sanatorium w Frantiśkowych Łaźniach, kurorcie położonym przy zachodniej granicy Czech, spotykam się tam nie tylko z rodowitymi Czechami, ale również z Niemcami, którzy są gośćmi sanatorium. Kilkakrotnie zdarzyło mi się, kiedy komuś się przedstawiałem, że moje imię kojarzone było właśnie z naszym wielkim skoczkiem. Znają naszego Adama! Jeszcze bardziej ucieszyło mnie, kiedy jakiś starszy pan podsłyszał moją rozmowę z babcią, oczywiście rozmawialiśmy po polsku. Wtedy zagraniczny gość zapytał, z jakiego kraju przyjechałem, zauważył, że z personelem mówię po czesku a z babcią inaczej. Na szczęście po angielsku udało mi się wytłumaczyć, że wprawdzie przyjechałem z Czeskiego Cieszyna, gdzie mieszkam, ale jestem Polakiem. Nieznajomy Pan zareagował wtedy bardzo mile, „Ach, to tak jak Adam Małysz?" Byłem szczęśliwy i dumny.
Nie ma wątpliwości, że dzięki triumfom „Orła z Wisły" przeżyliśmy wiele wspaniałych i niezapomnianych chwil. Nasz wielki skoczek potrafił nawet wybrać „odpowiedni" moment na zakończenie swojej kariery. Ostatni skok postanowił oddać 26 marca 2011 roku, podczas zawodów "Skok do celu" w Zakopanem. Odszedł z klasą, w wielkim stylu, jako medalista Mistrzostw Świata. Pamiętam, że relację w telewizji oglądałem ze łzami w oczach. Legenda Adama Małysza będzie z pewnością trwać wiecznie. A dla mnie Adam na zawsze zostanie wzorem wytrwałości w dążeniu do celu i spełnianiu swoich marzeń. Jestem dumny, że jestem Polakiem i należę do narodu, który może poszczycić się wspaniałymi osobistościami.

„Wielcy Polacy ostatnich 200 lat - moje refleksje o ich wpływie na Polskę i Europę"

„(...) I też same portrety na ścianach wisiały.
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma; (...)
Siedzi Rejtan żałosny po wolności stracie,
W ręku trzyma nóż, ostrzem zwrócony do łona (...)
Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny,
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny (...)"
A. Mickiewicz „Pan Tadeusz"
 

 

Tytułowy bohater „Pana Tadeusza", tak jak wielu Polaków przed nim i po nim, potrafił z pewnością wiele powiedzieć o wybitnych postaciach, które miały duży wpływ na dzieje Polski. Także i dziś można z łatwością wymienić wielu znanych, w kraju i na świecie, wielkich Polaków, także tych, którzy żyli w ciągu ostatnich dwustu lat: Fryderyka Chopina, Marię Skłodowską-Curie, Jana Pawła II, Adama Mickiewicza, czy Juliusza Słowackiego. Ale ja postanowiłam skupić się na postaciach nie tak powszechnie znanych, choć ich zasługi są olbrzymie. Myślę, że to smutne, iż jest wielu wybitnych Polaków, o których się mówi rzadko i którzy zostali nieco zapomniani, choć dokonali wielkich rzeczy.

Na początek chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że polscy matematycy dwudziestego wieku mieli duży wpływ na rozwój matematyki i fizyki na świecie. Jedną z najważniejszych postaci w tej dziedzinie był Stefan Banach. Zainteresowałam się nim, ponieważ był on niezwykłe ciekawą postacią. Pochodził z biednego środowiska i wychowywał się w rodzinie zastępczej, a matematyki uczył się jako samouk. Uzyskał tytuł doktora, docenta i profesora, choć nie miał nigdy dyplomu ukończenia studiów. Banach udowodnił wiele ważnych twierdzeń matematycznych, a nawet stworzył zupełnie nowe pojęcie w matematyce, nazwane „przestrzenią Banacha". Pisał nie tylko podręczniki uniwersyteckie, ale także dla uczniów szkół średnich. Jest też autorem słynnej w świecie matematycznym książki „Teoria operacji liniowych".

Żyjący w podobnym czasie inni wybitni polscy matematycy wpłynęli na los Europy. Marianowi Rejewskiemu, Henrykowi Zygalskiemu oraz Jerzemu Różyckiemu zawdzięczamy w dużej mierze wygranie przez aliantów drugiej wojny światowej. W 1931 r. Rejewski oraz jego współpracownicy z Biura Szyfrów rozpoczęli badania nad rozpracowaniem używanej przez Niemcy hitlerowskie maszyny szyfrującej - Enigmy. Złamanie szyfru było niezwykle ważne, ponieważ umożliwiało poznanie treści niemieckiej wojskowej korespondencji dotyczącej planowanych operacji. Alianci uważali, że poznanie zasady działania Enigmy jest niemożliwe, więc przekazali Polakom dane dotyczące budowy tej maszyny. Okazało się, że już po roku polskim matematykom udało się odkryć sekret Enigmy, ale Niemcy ciągle udoskonalali swą maszynę, więc prace polskich kryptologów były kontynuowane. Gdy siedem łat później Polacy skończyli pracę nad techniką szyfrowania i zbudowali maszynę deszyfrującą korespondencję, oddali całą zdobytą wiedzę na ten temat Brytyjczykom. Dzięki takim maszynom, alianci rozumieli przechwytywaną korespondencje niemiecką i mogli przewidzieć kolejne ruchy wroga. Oczywiście przepuszczali część informacji tak, aby Niemcy nie odkryli tej przewagi. W hołdzie kryptologom, Grażyna Bielska-Kozakiewicz i Mariusz Kozakiewicz zaprojektowali pomnik w Poznaniu, ponieważ to właśnie tam studiowali wszyscy trzej pracownicy Biura Szyfrów.

Żyjący w okresie międzywojennym Zygmunt Puławski projektował nowoczesne samoloty. Uważany za jednego z najwybitniejszych europejskich konstruktorów lotniczych tamtych czasów, ten polski pilot i inżynier opracował i kierował budową swoich słynnych myśliwców. Jego tragiczna śmierć w 1931 r. w samolocie własnej konstrukcji nie zatrzymała dalszych prac nad myśliwcem PZL P.ll. Samoloty tego typu były masowo budowane w Polsce, także na eksport, a ostatecznie zostały wykorzystywane w kampanii obronnej we wrześniu 1939 r. Jeszcze do dziś, stosowany powszechnie na świecie, a zaprojektowany przez polskiego inżyniera układ skrzydeł, nazywa się płatem Puławskiego lub płatem polskim.

Według mnie, inną ciekawą i godną podziwu postacią był Ignacy Łukasiewicz, gdyż nie tylko wpłynął on na życie w Polsce czy nawet w Europie, lecz na całym świecie! Łukasiewicz dorastał w złych warunkach materialnych, co zmusiło go do podjęcia pracy tuż po ukończeniu czterech klas gimnazjum, jednak jego edukacja na tym się nie zakończyła. Dzięki pracy w aptece, która poszerzała jego wiedzę na temat chemii oraz farmacji, po kilku latach mógł rozpocząć studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był też działaczem walczącym o odzyskanie przez Polskę niepodległości. W 1854 r. Łukasiewicz wynalazł lampę naftową i w tym samym roku zaproponował nieznane dotychczas zastosowanie ropy. Dzięki niemu Polska została pierwszym krajem, w którym otworzono kopalnię ropy naftowej. Łukasiewicz, dzięki swoim odkryciom, dorobił się wielkiej fortuny. Nie zapominał jednak o ubogich, finansując różne inicjatywy wspomagające biednych i pokrzywdzonych przez los.

Inną dziedziną, w której wyróżniło się wielu wybitnych Polaków, była muzyka. Najbardziej znanym przykładem jest Fryderyk Chopin, lecz chciałabym zwrócić uwagę na innych kompozytorów i wykonawców, o których może mniej było głośno, choć ich muzyka jest na pewno warta uwagi i podziwu. Ignacy Jan Paderewski był profesorem Konserwatorium w Warszawie. Pracował jako pianista i kompozytor na całym świecie, koncertował w Paryżu, we Lwowie, a także w Londynie, przed samą królową Wiktorią. Paderewski był wielkim patriotą oraz bardzo angażował się w działalność polityczną, a w 1919 r. wybrano go na premiera i ministra spraw zagranicznych. Został nagrodzony w Polsce Orderem Orła Białego, a we Francji Legią Honorową za zasługi dla tego kraju.

Inny wielki muzyk, bardziej współczesny, Witold Lutosławski, był także kompozytorem i pianistą, lecz był dodatkowo wybitnym dyrygentem, który koncertował z najsławniejszymi na świecie orkiestrami. Jego muzyka jest często porównywana do muzyki Chopina. Warto o nim pamiętać, zwłaszcza, że obecny rok został ogłoszony, w setną rocznicę jego urodzin, światowym rokiem Lutosławskiego.

Wybrałam tych kilku wielkich Polaków, ponieważ bardzo podziwiam ich za ich osiągnięcia. Myślę że osoby te nie tylko wyjątkowo kochały to, co robiły, ale też często były wielkimi patriotami. Choć wątpię, bym kiedyś była tak znana jak oni, to myślę, że jedna rzecz nas łączy - mimo, że czasem, z różnych powodów, jesteśmy oddaleni od Ojczyzny, nie zapominamy o Polsce i jesteśmy z niej dumni.

Janusz Korczak - wielki Polak XX wieku.

Kiedy byłam małą dziewczynką , starsza siostra czytała mi książkę pt. ,.Król Maciuś I." Lubiłam jej słuchać i bardzo mi się ona podobała. Wiedziałam, że napisał ją Janusz Korczak, ale wtedy nie znałam jego życiorysu i nie wiedziałam, kim naprawdę był. Dła mnie był po prostu autorem książki dla dzieci.
Tak się złożyło, że nasza Polska Szkoła w USA, im. Jana Pawła II, w tym roku uczestniczyła w międzyszkolnym konkursie na temat - Janusz Korczak- lekarz, pedagog, człowiek niezwykły! W ramach tego konkursu starsze klasy oglądały film Andrzeja Wajdy pt. „KORCZAK" a uczniowie naszej szkoły postać Janusza Korczaka przedstawiali w wierszach, wspomnieniach, prezentacjach multimedialnych, pracach plastycznych i fotograficznych.
Dowiedziałam się, że to on był autorem Deklaracji Praw Dziecka, proklamo¬wanej w Genewie, w 1924 roku. Nam, nasze, prawa przedstawił w pięknym wierszu pt.: „Prawa dziecka" - „ Niech się wreszcie każdy dowie i rozpowie w świecie całym, że dziecko to także człowiek, tyle, że jeszcze mały....".
Dowiedziałam się również, że podczas wyjazdów zagranicznych, do Berlina. Paryża i Londynu, brał udział w wykładach z pediatrii i pedagogiki. Odwiedzał szpitale dziecięce, domy opieki dla dzieci, zakłady zajmujące się terapią i edukacją najmłodszych. To właśnie tam zrezygnował z założenia własnej rodziny i ostatecznie postanowił poświęcić się pracy z dziećmi, zwłaszcza osieroconymi. Wykorzystywał swoją umiejętność nawiązywania kontaktów z dziećmi, uczył je , wychowy wał , dbał o ich zdrowie i edukację. Za to wszystko Jego dzieci kochały go bardzo, był ich ukochanym wujkiem i „starym doktorem".
Ogromne wrażenie zrobił na mnie film Andrzeja Wajdy, który bardzo realistycznie przedstawiał trudne warunki życia dzieci, zwłaszcza w okresie okupacji. Uczę się w szkole o II Wojnie Światowej, ale tak naprawdę to trudno mi, w dzisiejszych czasach, wyobrazić sobie trud tamtego życia.
Mam kochającą rodzinę, przyjaciół, szkołę, zabawki, , ubrania , jedzenie i wolność, a tamte dzieci, z sierocińca, miały tylko swojego opiekuna.
Wiele scen z filmu pokazało jak Janusz Korczak starał się zapewnić byt swoim wychowankom, ale również jak fantastycznie umiał w tym czasie okazać dzieciom serce i radość. Jak wałczył o każdy bochenek chleba, każdy worek ziemniaków, o lekarstwa, o każdą pomoc pieniężną, ponieważ uważał, że „kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat".
Jedna ze scen w filmie mówiła, że Janusz Korczak był także znany w Europie. Kiedy zatrzymali go w areszcie okupanci, to pomógł mu wyjść, na „wolność", niemiecki lekarz, który pamiętał go z wykładów w Berlinie - „Pana wykład pamiętam doskonałe, bo zrobił na mnie ogromne wrażenie i miał wpływ na moje poglądy". Bardzo wzruszyłam się rówaiież tą sceną , kiedy dzieci z sierocińca, ze swoim zielonym sztandarem i ukochanym opiekunem, wsiadały takie ufne i radosne do pociągu „śmierci". Przejmujące było to, że Janusz Korczak miał możliwość ocalenia siebie, ale nie opuścił swoich dzieci, bo wiedział, że jest dla nich wszystkim. Myślę, że mało było takich ludzi, którzy w wyjątkowej sytuacji z tak wielkim poświęceniem, pomagali innym, zwłaszcza osieroconymi dzieciom.
Uważam, że Janusz Korczak jest jednym z tych Polaków, którzy zasługują na tytuł „Wielkiego Polaka ostatnich 200 łat" , ponieważ wałczył o poprawę życia dzieci, o prawa dla nich, o to, aby dorośli widzieli w7 nich człowieka, małego - ale człowieka. Przeciwstawiał się ówczesnej praktyce pedagogicznej „wpajania dyscypliny" , wykluczał kary cielesne i potępiał praktyki zawstydzania dzieci. Rozumiejąc uczucia małych podopiecznych chciał, żeby dorośli wsłuchiwali się w ich potrzeby. Uważał, że dziecko ma prawo do szacunku i nie powinno być lekceważone. Jednocześnie przekazywał, że ^ oni mają swoje obowiązki, prawo do osądów i wyrażania potrzeb.
Był człowiekiem wielkiego serca, który całe swoje życie poświęcił bezdomnym osieroconym , niechcianym i nieszczęśliwym dzieciom.
Dobro reprezentowane jego czynami, zwyciężyło zło wojny, a słowa „Gloria victim" w pełni oddają treść jego życia.

Żołnierz z honorem
pamięci generała Władysława Sikorskiego


Urodził się w małej wiosce, zwanej Tuszowem Narodowym
Związanej z odważnym Władysławem owym.
Był to mąż o wielkim Duchu i Honorze
Który z Legionami odbił polskie morze

Poświęcony ojczyźnie, za którą walczył i cierpiał
Widział wiele zszarpanych polskich ciał
Gdy był w więzieniu próbie poddany
I na rękach miał żelazne kajdany
Nie zwątpił, lecz ufał

Miał zawsze swoje, słuszne zdanie, które zawsze uzasadniał
Mimo tego, że utworzył się między wojskowymi podział
On zawsze był mocno przekonany w to, co wierzy i mówi
Nigdy nie dał się zmanipulować wrogowi

Pojechał na inspekcję Armii Polskiej
Zginął... zginął w tej katastrofie lotniczej
Czy to był przypadek ? Czy taki jest los bohaterów ?
Generale melduję, żyjesz dla potomnych.

 Kategoria 10 - 12 lat

Dzień trzeci sesji w J. poświęcony F. Chopinowi

„ ZROZUMIEĆ FRYDERYKA CHOPINA"

Trochę mi było smutno i wstyd, że cały świat znał Fryderyka Chopina, a ja nie. Oczywiście słyszałam, że jest wielkim kompozytorem. Widziałam film o nim. W czasie zwiedzania z rodziną Żelazowej Woli trafiliśmy na koncert jego rniizyki. Wzięłam udział w szkolnym konkursie jego imienia. Ale to wszystko była taka wiedza mała i wstydliwa. Śpiewałam w szkolnym chórze. Mama zawoziła mnie na lekcje gry na pianinie. Śpiewałam solo w szkolnym koncercie kolęd. W Wiedniu byłam na występie artysty, który był Chińczykiem czy Japończykiem, bo oni są teraz największymi specjalistami od Chopina właśnie. Grał jak nawiedzony, uderzał w klawisze fortepianu z takim mistrzostwem, że jego palce były szybsze od muzyki, pochylał się i odchylał na V najróżniejsze sposoby, jakby nim targał wiatr. A na twarzy miał wszystkie uczucia , jakie znam: radość, smutek, zadumę, namiętność, wariactwo, uniesienie, ekstazę. A ta muzyka, którą wygrywał! Kaskada dźwięków, szał, wodospad, burza, tajfun, a potem szelest, drżenie, nucenie, ledwo drganie, bicie serca, oddech. Pianista ledwo muskał palcami fortepian. Na twarzy zastygł mu zagadkowy uśmiech. Oczy miał półprzymknięte. Teraz leciutko kołysał się na muzyce. A ja czufcm zazdrość, ogromną zazdrość, że tak ta muzyka go unosi, porywa, utula, a mnie nie. I zdziwienie, że tak można wejść głęboko w muzykę , aż się zapomina o całym świecie. I z tej zazdrości to już słucham trzy miesiące Chopina. Bo wcześniej to wciąż wabił mnie syreni śpiew Internetu. Szkoły nie mam muzycznej, ale duszę jak Fryderyk mam polską, więc czekam, jak do mnie jego muzyka przemówi. Te jego mazurki, polonezy, sonaty, etiudy, walce, fantazje, preludia, scherza, ile one mieszczą muzyki!
Idę po pomoc do polskich poetów, którzy tak pięknie piszą o muzyce Chopina. Fryderyk „zaczarował fortepian", „zaklął w klawisze śpiew", bo był mistrzem gry czyli wirtuozem. Pięknie też komponował, bo każdy w jego muzyce odnajduje najpiękniejsze polskie widoki (wschody słońca, gwiazdy, szum boru"), doznania „rozmowy drzew, świerszczy granie" i tęsknotę i uśmiech i łkanie, marzenie i serce i duszę. Muzyka ta jest prawdziwa, . bo wyraża też ból walki o niepodległość i ból samotności człowieka. Melodie poszły w świat i do dziś ze wzruszenia, z doznania piękna - wyciskają z oczu łzy. Dla wielkiego artysty natchnieniem do skomponowania muzyki, „nut"' była ziemia ojczysta, bo „cała ziemia tutaj śpiewa mazurka". W melodię układa się śpiew ptaków, gra świerszczy , klekot bocianów, odgłosy żniw i wołanie przepiórki. Mamy w wierszu piękne o tym porównanie ; „W Żelazowej Woli śpiewanie takie, jakby cały ogród był jednym ptakiem" i przenośnie: „tutaj wiatr grał piosenki na listkach", a „malwy nuciły niebiesko." Muzykę Chopina poznał cały świat, „za nutą nuta w świat za Chopinem poszły"
Razem z podmiotem lirycznym (wielbicielką muzyki Chopina, poetką) biegniemy w deszczu do Łazienek pod pomnik, gdzie „był pan Chopin na swoim cokole" (wyniesiony? doceniony?).I tu sytuacja się odwraca. Nie opisuje się, jakie dźwięki z natury utrwalił w swej muzyce za pomocą nut. Ale deszcz, właściwie początek deszczu, zjawisko przyrodnicze nazywa się terminem muzycznym „preludium deszczowe". Temu, kto zna muzykę Chopina łatwiej jest zobaczyć piękno świata. Dla niego te dwie muzyki się przenikają: kompozycje Fryderyka i muzyka świata. Dla niego Chopin jest żywy, „krople deszczu kołysze w dłoni". Bo dobra muzyka nie umiera nigdy. A dlaczego tylko dziecko zobaczyło fortepian? A dlatego, że posiada naturalną wrażliwość, ufność, wyobraźnię, a poezja i muzyka potrzebują fantazji. Więc to jest wiersz też o mnie. Wiem już dużo o Chopinie i znam trochę więcej jego muzykę.
Oczywiście Chopin słuchał ludzi. Ale też jak nikt inny słuchał przyrody. Polskiej przyrody. Myślę, że otaczający nas świat mówi do nas. Jego przesłanie rozumiał Fryderyk. Przełożył je na język muzyki. Wiec muzyka Chopina to jest słownik, w którym są połączone głosy świata i duszy człowieka. Spróbuję opisać, jaką muzykę świata ja słyszę. To jest moje przedszkole, szkoła do muzyki w ogóle. Może kiedyś poznam też muzykę Chopina. Uczę się niektórych terminów muzycznych i tu ich użyję. Opiszę moją zieloną Ojcowiznę, bo jest ważna i piękna.
Wiosna to jest adagio - powoli świat budzi się do życia po biało- czarnej zimie. W ciepłe, słoneczne dni lubię wędrować polną drogą i wystawiać twarz do słońca. Wsłuchuję się w wiatr, który wplątuje mi nutki we włosy, kołysze świeże, jasnozielone liście i białoróżowe kwiaty jabłoni. Wysoko pod niebem pięknie śpiewa skowronek. Powoli leci bocian do gniazda, a łodygi roślin codziennie są bliższe o kilka milimetrów do kwiatu. Cytrynek wolniutko opada na liść kwiatu i grudki ziemi wolno obsypują się ze świeżego kopczyka kreta. Nie wiadomo, kiedy kończy się wiosenny deszczyk i znika tęcza. :
Ten mazowiecko- grójecki krajobraz zachowali dla mnie przodkowie.
Gniazdo bocianie na olbrzymiej topoli białej założył jeszcze mój pradziadek. Do tej pory zachowało się tam metalowo- drewniane koło. Dziadek opowiadał, że kiedyś bocianków rodziło się po cztery. A teraz rodzi się tylko dwóch łub jeden. Jak my czekamy na przylot naszych bocianów! Potem długo spieramy się, czy są to te same, co w tamtym roku. A lecący do gniazda bocian z rozłożonymi skrzydłami przypomina krzyżyk, który,, podwyższa" wiosnę o pół tonu.
Dziadek ma sad. Ale specjalnie dla nas zachowuje pole uprawne z ziemniakami, pszenicą, łubinem i gorczycą. I z takimi prawdziwymi miedzami. Kiedy orze się pole, do świeżych robaków zlatują się wszystkie wrony, gawrony i kruki z okolicy i kraczą; „kra, kra, kra", a szpaki z czereśni odpowiadają im: „łra, łra, łra".I słychać polną arię, takie mosso (z ożywieniem, ruchliwie). Babcia na przekór modzie hoduje jeszcze kaczki, gęsi, kury, nawet dwa indory. Mówi, że mieszkać na wsi i nie mieć świeżych jajek wcale nie wypada. Gdy karmię to nasze ptactwo, dookoła słyszę takie ptasie parlando (śpiew zbliżony do mowy).
Allegro- wesoło jest latem.
Melodia letnia jest taka, w której uda się zmieścić jak najwięcej letnich dźwięków: szum traw, plusk deszczu w kałużach, szemranie rzeczki, grzmot podczas burzy, stukot spadających z drzew jabłek, brzęczenie pszczół. O, z pszczołami to oddzielna historia! Mają dziesięć kolorowych domków. Pasieka jest po wujku babci. Gdy zakwitają bzy, lipy i czereśnie, pszczoły uwijają się żywo. Gdyby to zapisać nutami, byłoby vivo. To, co się dzieje w sadzie wiosną, to uwertura (orkiestrowy wstęp do opery...)do zbiorów latem i jesienią. Latem kąpiemy się w stawie, a wieczorem siedzimy na brzegu i czasem pieczemy kiełbasę na ognisku. Słychać kumkanie żab, a o zmroku cykają świerszcze. Od zabudowań niesie się szczekanie psów. Chopin pisał wtedy nokturny- spokojne melodie inspirowane nastrojem nocy.
Za to w lesie są ciągłe improwizacje (u Chopina była to swobodna gra w zależności od nastroju wesoła lub smutna, żywa lub powolna). Raz jest cicho, łagodnie, a kiedy indziej wiatr szumi, świszczę, huczy, trzeszczy w koronach drzew. Nigdy nie wyrzeknę się spacerów do lasu. Nigdzie się tak nie odpoczywa, męcząc się zbieraniem jagód, grzybów, pokonywaniem kilometrów dróżek, aby zobaczyć zająca, zaskrońca, wiewiórkę czy sarenkę. A burza? Gdyby ją przełożyć na muzykę, to forte (silnie, mocno) przechodzi w fortissimo (bardzo silnie). Oczywiście najbardziej boję się staccato (oddzielne dźwięki) grzmotów.
A jesienią „andante"-umiarkowanie zmieniają się na gorsze kolory, pogoda, przyroda i nastrój. Leciutko spadają liście z drzew, lecą kasztany „pac, pac". Najsmutniejsze pożegnanie lata to pięciolinie drutów elektrycznych, na których siedzą jaskółki- nutki albo wróble, czasem inne ptaszki. A pod nimi czerwono zachodzi słonko, posyłając długie, złote promienie. Słychać jazgot ptaków zbierających się w stada lub przelatujących po niebie kluczem, to pasaż (zwrot )do zimy.
Zimą,, gdy śnieg otuli świat, jest na wsi przeraźliwie, ale też pięknie piano- cicho. Tylko spór wróbli na krzakach bzu koło domu przynosi małe ożywienie. Gorzej, gdy jest zamieć. Wtedy wiatrem dmie w kominie, śniegiem uderza w okna. Forte, forte, forte,fortissimo! Precz, zła zimo! Lepimy bałwany, zjeżdżamy na sankach. Byle do wiosny! Zimą dziękuję przodkom za wysokie drzewa koło domu. Jakże majestatycznie wyglądają przysypane śniegiem korony świerków, jodeł, sosen, tui, jałowców.Za staw z błyszczącą taflą, na której urządzamy wyścigi w ślizganiu się. Za karpie wyławiane dużo wcześniej przed wigilią. Za dużą jodłę na choinkę z naszego lasu. Nawet za jemiołę przywiezioną spod Radomia i hodowaną na naszej topoli.
Ta melodia mojej małej Ojczyzny na zawsze we mnie zostanie. Na koniec odpowiem na łatwe teraz pytanie. Fryderyk Chopin „rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel" dał Polsce i Europie swoją muzykę, która pięknie opisuje świat przyrody i świat uczuć człowieka. Jego wpływ jest taki, że pomaga nam być lepszymi ludźmi.

"Wisława Szymborska"

Stuka?Puka... Kto?
To Ona ...
Zagląda do duszy
Skupiona
Czyjej ?
Mojej ?
Naszej ...
Widzi prawdziwe twarze
I uśmiech
I człowieka
Pisze ...
Nie zwleka
Ucieka ?
Nie ucieka!
Ona bada człowieka
Znów pióro w rękę ujmuje
Notuje
Nobel to prosta sprawa
Dla kogo ?
Dla Niej
To Wisława ! 

Dziękuję Panie Kornelu!

Dziękuję panu, Panie Kornelu
za bohaterów książek wielu.
Za Koziołka co Matołek się nazywa
i wielkie przygody w podróży przeżywa,
aby dostać się do Pacanowa,
bo zawsze marzył o nowych podkowach.
Za opowieści o złodziejaszkach,
Jacku i Placku, dwóch niebieskich ptaszkach,
którzy księżyc bardzo ukraść chcieli,
bo uczyć się pracować nie umieli.
Za małpkę Fiki Miki, „Szatana z siódmej klasy",
„Szaleństwa panny Ewy", „Awanturę o Basię".
Dziękuję za przygody, za książki dla dzieci,
w nich zawsze dla wszystkich ciepłe słońce świeci


Spotkanie przyjaciół

Pewien „Przyjaciel wesołego diabła"
opowiedział historię, która z nieba spadła.

Otóż „Szatan z siódmej klasy"
oraz „Panna z mokrą głową"
obmyślili wycieczkę bardzo odjazdową.

Szlakiem wszystkich „Przygód Koziołka Matołka"
na co „Małpka Fiki-Miki" zrobiła fikołka,
z radości, że przygoda nudę przezwycięży,
ale nastrój popsuło „Dwóch takich, co ukradło księżyc".

„Awanturę o Basię" wszczynając i gniewy
nie bawiły ich nawet „Szaleństwa Panny Ewy".

Więc „Wyprawa pod psem" się zrobiła
i tak się skończyła historyjka miła...

Ciekawe, co Kornel Makuszyński powie,
Kiedy się o tych perypetiach dowie?

„POLSKA Polaków"

Mam zaledwie jedenaście lat,
nie spłacam kredytów ani żadnych rat,
nie mam nic Polsce do zarzucenia
i nie pozwolę nikomu rzucić na nią cienia!

Po ważnych wydarzeniach na świecie
weszliśmy w trzecie tysiąclecie,
ale nie byłoby wspomnień żadnych,
gdyby nie kilku Polaków ważnych.

Jan Paweł II - Polak najbardziej rozpoznawany,
na wszystkich kontynentach doskonale znany.
Wszyscy go nadal bardzo kochają
i z rozrzewnieniem wciąż wspominają,

Przebaczając swemu zabójcy niedoszłemu,
dał przykład, jak okazać miłość bliźniemu.
To On nas nauczył, że jak się naprawdę mocno chce,
można uniknąć konfliktów nie tylko w Polsce.

Mama mówiła mi o Lechu Wałęsie,
naszym odważnym byłym prezydencie,
który Pokojową Nagrodę Nobla otrzymał
i rozwój komunizmu w krajach Europy zatrzymał.

Znanych w świecie polskich noblistów kilku było,
i choć wielu z nich od dawna nie żyło,
takimi nazwiskami jak Sienkiewicz, Reymont, Szymborska
chwaliła się w wielkim świecie cała ówczesna Polska.

Także Szopen i Moniuszko - wielcy polscy muzycy,
znani byli w niejednej europejskiej stolicy.
Jak bić światowe rekordy w sporcie,
pokazali Szewińska, Korzeniowski czy Radwańska - na korcie.

Na wielkie uznanie zasłużył skoczek z Wisły,
na występy którego tłumy ludzi przyszły.
Małysz został naszym bohaterem nowym,
a skoki narciarskie uczynił sportem narodowym.

Czemu Ci Polacy w mym wierszu zostali wymienieni?
Bo to wielcy ludzie, którzy zmienili oblicze ziemi.
Europejczykom przykład dali dobry,
że to co wspaniałe - pochodzi znad Wisły i Odry.

Najwięksi

Oto wielcy Polacy ostatnich dwustu lat.
Zmienili oni cały nasz współczesny świat.

Fryderyk Chopin swą muzyką wspaniałą
zachwycił Warszawę, Polskę i Europę całą.
Jego utwory i kompozycje wspaniałe
zapełniały widzami koncertowe sale.

Ludwik Zamenhoff jako okulista pracował,
lecz nad projektem „Esperanto" silnie dywagował.
Dzięki prostocie i łatwości języka tego
Możesz się dogadać z kolegą z kraju innego.

Maria Skłodowska-Curie polon i rad odkryła,
Badała związki uranu, w Paryżu Instytut Radowy założyła.
Dzięki jej testom radu na skórze
mamy informacje o jego działaniu w naturze.

Józef Piłsudski Marszałkiem Polski był,
skutecznie uwolnił kraj nasz od wroga sił.
Jako zręczny polityk dla dobra Polaków pracował,
dzięki swojej taktyce ojczyznę uratował.

Kazimierz Funk oznaczył pierwszą witaminę,
oprócz tego badał hormony oraz insulinę.
Witamina B w otrębach ryżowych była ukryta,
Ale dzięki Funkowi została w służbie zdrowia użyta.

Julian Tuwim był wybitnym polskim poetą,
współtwórcą grupy „Skamander", pisał teksty kabaretom.
Utwory jego w Polsce sławne się tak stały,
że zaczęły być klasyką dla dużych i małych.

Jan Brzechwa wiersze piękne również pisał,
a także w dwóch wojnach dzielnie udział brał.
Jago poezja dla dorosłych i dzieci
jest jak piękny diament, co w słońcu się świeci.

Jan Paweł II, nasz Karol Wojtyła -
postać tego Papieża na całym świecie znana była.
Jak żaden z papieży uczył ludzi wiary,
kochał dzieci, dorosłych, młodych oraz starych.

To są wielcy Polacy ostatnich dwustu lat,
którzy na zawsze zmienili cały nasz świat.
Jest ich jeszcze wielu, zliczyć tu nie sposób,
dlatego wybrałam kilka z najsławniejszych osób.

Uczeni, artyści, politycy, sportowcy, lekarze,
Wszyscy budowali Polskę naszych marzeń.

Kategoria 13 - 16 lat

Z perspektywy papieskiej szyi

Godzina siedemnasta, szesnasty dzień października, tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty ósmy rok. To właśnie wtedy stałem się oficjalnym papieskim różańcem. Chyba nawet nie potrafię tego opisać... Rozpierała mnie duma, że to mój właściciel Karol Wojtyła zostanie papieżem. Papieżem Polakiem! Kilka minut po przekazaniu światu widomości: Kto? Przyszedł czas na powitalne przemówienie. Widziałem^ że Karol się denerwuje, zdążyłem Go już trochę poznać. Kiedy wyszedł na papieski balkon ku wrzawie płynącej zewsząd, szczerze się uśmiechnął. I jakby trochę zawstydzony począł mówić. Jego głos rozbrzmiewał w całkowitej ciszy. Po chwili wróciło jego poczucie humoru, ośmielił się zażartować. Wzywał do modlitwy. Od razu nawiązała się pewna nić sympatii między nim, a wiernymi.
Po tej ekspansji pozytywnych uczuć, chyba każdemu Polakowi ciężko było zasnąć. Papież nie kładł się spać. Udał się (ze mną) do kaplicy. Tam bardzo długo modlił się. Prosił Matkę Boską o wstawiennictwo, miłość, opiekę i pomoc dla niego, i całego świata. Swoje myśli wyrażał słowami tak „popularnej" modlitwy - różańca. Tak popularnej, a tak niebanalnej. Jan Paweł II w późniejszy latach swojego pontyfikatu nie raz napominał, a raczej przypominał o różańcu. O sześćdziesięciu różach, który sens jest głęboki, jak głęboka Maryjna miłość.
Kilka dni później odbyła się inauguracyjna msza święta. Uroczystość, w której brały udział miliony katolików. Ci tam na miejscu w Watykanie i Ci na całym świecie - przed telewizorami. To właśnie z tamtego dnia została mi pamiątka... Rysa na jednym z moich koralików. Otarłem się o kielich w rękach Karola. Cieszę się, że ją mam, przywołuje miłe wspomnienia. Przypomina mi jak papież sprawował msze święte. Bardzo lubiłem słuchać jego kazań. Były jak ojcowska przestroga, wezwanie do miłości, do szacunku. Miałem wrażenie, że tymi naukami po kawałku zmieniał świat, świat ogarnięty złem, reżimem władzy i cierpieniem niewinnych ludzi. Po nabożeństwie, a nawet już po przemówieniu media rozpętały burzę domysłów i tworzyły co raz to nowsze charakterystyki nowego biskupa Rzymu. Nie zawsze były to pochlebne artykuły. Ale Lolek w ogóle się tym nie przejmował. Żartował, że gazety wiedzą o nim więcej niż on sam. Rządy w Stolicy Apostolskiej traktował jak życiowe powołanie- misję do spełnienia. Wiele czytał, na bieżąco był ze sprawami politycznymi Europy Środkowo-Wschodniej. Załagadzał każdy konflikt międzyludzki. Między spotkaniami z mnóstwem ważnych ludzi, pracą a modlitwą pisał pierwszą encyklikę. Jej przesłanie było trudne - nie mylić z nudne. Ukazała się w marcu 1979 roku. Tego samego roku, 2 czerwca papież odbył pierwszą pielgrzymkę do Polski, do ziemi rodzimej, którą jak matkę ucałował. Jakiż on był wtedy szczęśliwy! Cieszył się, że Polacy tak serdecznie go przyjęli i powitali. Lubił rozmawiać z młodzieżą. Otwarcie i prosto, z humorem. Chciał młodych ludzi nawracać i kształtować ich chłonne prawd umysły. Młodzież choć dumna i chmurna słuchała i powoli otwierała drzwi Chrystusowi.
10 czerwca Karol wrócił do Watykanu (ja razem z nim). Znów praca, przemowy, spotkania msze. Niby codzienność, ale nie przysłonięta rutyną. Do każdego nabożeństwa pieczołowicie się przygotowywał. Dużo z Panem Bogiem rozmawiał. Tekst każdego przemówienia był do cna przemyślany. Miał jak kropla drążyć skamieniałe serca ludzkie. Chciał pokazać ile warty jest człowiek. Zatrzymać tę demoralizującą migracje społeczeństw. Widział i wiedział, że na świecie nie dzieje się dobrze... Jako różaniec byłem na jego szyi zawsze i słyszałem więcej, niż ktokolwiek inny. Często z jego ust padały słowa: komunizm, socjalizm, wolność. Ja tego nie rozumiałem. Nie byłem świadomy jak ważne są to pojęcia. Dopiero po jego śmierci, na spokojnie wspominając zaczął docierać do mnie sens jego pontyfikatu. To on „sprawił" że Polacy są wolni, a ich kraj jest w pełni suwerenny. I to jest właśnie Jego fenomen.
Mówiłem już wcześniej o pierwszej pamiątce. Teraz opowiem o drugiej. To było dnia trzynastego. Przez wielu nazywanego pechowych przeze mnie tragicznym. Audiencja generalna, plac Św. Piotra. Jan Paweł jak zwykle w papamobile. Jechał wolno, blisko ludzi. Łapał ich za ręce, głaskał po głowie, błogosławił. W pewnej chwili wziął na ręce małą dziewczynkę Sarę Bartoli. Dalej każdy wie jak było i nie potrzeba tu nadinterpretacji. Dopowiem tylko, że kiedy papież został ranny (w dwóch miejscach), na mnie spadły dwie małe krople krwi. To są te traumatyczne znamiona, które mam po dziś dzień. Oczywiście nie mogę ich równać ze śladami, które zostały Karolowi. Mimo to przebaczył. Media szumnie informowały o zamachowcy, o tragedii, o cierpieniu. A on przyjmował to wszystko z pokorą, w zaciszu swojej duszy. Nie rozdmuchiwał, nie rozdrapywał po prostu przebaczył. Ja sam nie dowierzałem, bo przecież tyle cierpienia... On jakby na to nie patrząc odpuścił. Tym gestem zjednał sobie ostatnich niedowiarków. Pokazał światu jak należy przebaczać, aby samemu być szczęśliwym człowiekiem. Nienawiść i wrogość przekreślał.
Okres rehabilitacji i tych częstych pobytów w szpitalu był dla Karola bardzo trudny ale i ważny. Odwiedzał często chore dzieci. Miał okazję zobaczyć jak wygląda ich codzienne życie. To go niezwykle poruszyło. Kilka razy dziennie modlił się ze mną, próbując zrozumieć: Dlaczego? Także i jego twórczość nabrała innego wydźwięku. Wydał kilka encyklik, książek, wierszy. Potem odwiedził Polskę , znowu ciesząc się jak dziecko. Przeszedł jeszcze jedną operację. Widać było, że podupada na zdrowiu. Jednak nadal realizował swoja misję na tym świecie-misję pojednania religii, kultur, narodowości. Nigdy nie dzielił, zawsze łączył. Przyszła pora na trzeci ślad - niezwykle symboliczny. Nocą z 31 stycznia na 1 lutego 2005 Jan Paweł II został przewieziony do kliniki. Zachorował na grypę, co bardzo wyniszczyło jego organizm. Jego zdrowie w ciągu dwóch miesięcy posypało się jak pęknięta bransoletka.
Ostatnią msze odprawił w domu, z przymkniętymi powiekami wtedy tez przyjął sakrament namaszczenia. Byłem cały czas przy nim. Na drugi dzień wziął mnie do rąk. Zaczął się modlić, znów słyszałem tak ukochany głos. Przerwał na słowa: teraz i w godzinie... Stracił przytomność. Ja osunąłem się na kołdrę potem na podłogę. Kiedy upadłem w moim trzynastym koraliku powstał odprysk. Byłem niby taki sam, ale czegoś brakowało. Maleńkiej cząstki mnie. Papież odzyskał jeszcze przytomność, ale na krótko. Odszedł do domu ojca o 21:37. Przy rozdzierającym nadzieję pisku aparatury i moim cichym łkaniu. Skończyło się tak cudowne życie. Istnienie, które zmieniło ludzi, obraz Kościoła, Świata, Europy, Polski...

Twe srebrem lśniące jedwabniki
uplotły modlitwą Wojtyły
warkocz komety,
które prowadzą mnie ścieżkami mlecznej drogi,
niczym On - Pasterz Ludu Bożego –
wskazuje mi iskierkę w ciemni przestworzach,
drogowskazy słodkich i gorzkich smaków,
bycia Polakiem.

Zamknij oczy i...
tańcz na pięciolinii chopinowskiej melodii,
przy niej świat cały rozkwita,
więc zachowajmy te nuty w pamięci,
na zawsze...

Babciu, masz rację!
To nasi rodacy zostawili ślad na dumnych
kartach historii,
które dzięki Tobie będą u nas przez wieki.

Teraz rozkwitła milionem barw moja ojczysta ziemia,
utrwaliła swe odbicie w mym sercu,
z niej czerpię radość i siły do życia,
nią chcę zarażać świat!

I nie ma wpływu czas na prawdziwe o Nich wspomnienia,
one nie zginą pod twoją zmarszczką.
Są w naszych sercach...
Nasi idole świata.

Wami się szczycę!
Wami oddycham!
Wami patrzę w świat!

Teraz wiem, że mogę wyrosnąć z butów,
lecz nigdy z narodowego dziedzictwa.

Dziękuję ci Polsko!

Bankowo Wielki Polak

Mieszkam w Borach Tucholskich, w małej miejscowości, z dala od wielkiego świata. Tu jest moja Polska. Tu, gdzie jest zawsze świeże powietrze. Tu, gdzie nie brak było ludzi o świeżych umysłach. Takich, którzy rozumieli, że Polska jest wszędzie, więc wszędzie - tutaj też - trzeba dla niej pracować rzetelnie. Taki był właśnie mój prapradziadek Franciszek Erdmański [1863-1945].

Był wybitnym patriotą jeżewskim, jednym z założycieli Banku Ludowego. Wtedy byliśmy pod wpływem zaboru pruskiego, więc jedynym bankiem działającym na tych terenach był niemiecki Raiffeisen. Był on jednak niebezpieczny dla Polaków biorących kredyt, bo zastrzegał, że gdyby ktoś nie miał pieniędzy na spłatę długu, to bank ma prawo pierwokupu majątku. Takim sposobem nie raz polskie ziemie i nieruchomości wpadły w ręce Niemców. Niedaleko kościoła, z niemieckim proboszczem zresztą, mój dziadek posiadał sklep, w którym sprzedawał tkaniny, pasmanterię i obuwie. Nie zarabiał dużo, ponieważ we wsi działał dom handlowy braci Conitzerów. W ich budynku miała powstać siedziba niemieckiego banku. Zanim to nastąpiło, zwołano walne zebranie, na którym dziadek miał na tyle odwagi, żeby przeciwstawić się księdzu proboszczowi Burtchikowi i powiedzieć: „My, Polacy, chcemy polskiego banku". Dziadek nie rzucał słów na wiatr i 6 maja 1907 roku Bank Ludowy w Jeżewie powstał. Z zemsty oskarżono dziadka o oszustwa finansowe i wtrącono na kilka tygodni do więzienia. Oskarżenie okazało się oczywiście bezpodstawne, więc szybko został oczyszczony z zarzutów. Dzięki Bankowi mogła powstać również polska spółdzielnia handlowa, która miała się przyczynić do upadku domu handlowego Conitzerów. Dla dobra sprawy trzeba było chodzić od domu do domu i zbierać podpisy i pieniądze na udziały. Znów dziadkowi udało się! Do spółdzielni przystąpiło 400 osób. Zarząd stanowili ci sami ludzie, którzy tworzyli bank ludowy. Po jakimś czasie kapitał jeżewskiego Konsumu był na tyle duży, by wykupić od Conitzerów dom towarowy w Jeżewie w 1912 roku. W czasach zaborów w Jeżewie był polski bank i polski dom handlowy! Franciszek Erdmański w uznaniu zasług został pierwszym wójtem obwodu Taszewa, Dąbrowy, Rulewa, Laskowic. W latach dwudziestych był członkiem sejmiku Powiatowego w Świeciu. Do wybuchu II wojny światowej dziadek działał w Towarzystwie Pszczelarzy. Ostatnie dziesięć lat życia poświęcił rodzinie. Jestem dumna, że mój dziadek przysłużył się Polsce. Dzięki niemu i wielu innym takim, jak on Polska jest teraz wolna i niezależna. Jestem dumna, że to właśnie mój dziadek jednoczył Polaków w drodze do wolności, że pod jego kierunkiem ludzie potrafili zrobić coś razem.. Polska to dom, który składa się z wielu cegieł, a mój dziadek jest jedną z nich.

Moja ciocia bardzo dawno temu wyjechała za granicę, ale nigdy nie zapomniała, że jest Polką. Przekazywała moim kuzynom piękno polskiej mowy, podtrzymywała piękne polskie tradycje. Mówi, ze nie po to dziadek walczył o Polskę, żeby ona zapomniała o łama¬niu się opłatkiem czy żurku na wielkanocnym stole.

Takim ludziom jak mój prapradziadek zawdzięczamy to, że mamy „swój kawałek podłogi", z chlebem, który smakuje jak żaden inny, błękitem nieba za oknem, urodą kwitnących stokrotek i czerwonych maków, zapachem konwalii i świerkowego lasu. To właśnie jest moja wywalczona przez dziadka Ojczyzna, którego nazwisko i dokonania zna każdy mieszkaniec mojej wsi.

Wykorzystane materiały:
1.    Opowieści rodziców
2.    ks. Józef Dembiński - Radości mało, goryczy dużo
3.    Gmina Jeżewo - praca zbiorowa pod redakcją Zbigniewa Dąbrowskiego

Maestro Wieniawski

Pośród zgiełku miasta,
Pośród ulic, pośród drzew,
Płynie miękka smuga drżenia
Ni wiatr, ni szept, ni śmiech.
Dźwięk się niesie kolorowy,
Koncert niebieski, mazurek zielony.
W drzewach Pan Wieniawski stoi,
Mistrz francuskiej szkoły dzwoni
Smyczkiem bladym w struny bodzie.
Wrony arie mu śpiewają, kruki marszem cześć składają.
Dają koncert. Nokturn wraz zagrają czy Fantazję Brylantową,
Jasną, w filharmonii zaraz zasną
W otchłań się wtapiając własną.
Wierni fani Wieniawskiego wielki konkurs dziś zagrają,
Młodych skrzypków jest niemało,
Wita więc ich cały świat.
Pan Wieniawski - Pan światowy,
Paryż szkolnych domem lat,
Rosja z bratem obegrana, szkoła skrzypków, carski dwór,
Tournee w Stanach już przejechał,
Gdy w Brukseli uczy muz.
Pan Wieniawski - Pan światowy, czy pamięta jeszcze nas?
Był z Lublina, umarł w Moskwie,
Niech Pan zagra jeszcze raz.

„Wielcy Polacy ostatnich 200 lat -moje refleksje o ich wpływie na Polskę i Europę"

Istnieje w moim młodym sercu bardzo bliska mi osoba. Choć nigdy jej nie poznałam, łączy mnie z nią niesamowita więź, oplatająca zapewne także większość ludzi, którzy kiedykolwiek o niej usłyszeli. Tą osobą jest oczywiście Ojciec Święty, Błogosławiony Jan Paweł II. Jego bezinteresowność, dobroć, uczciwość i miłość do ludzi rozświetliła szarość tego świata, na zawsze pozostawiając łunę autorytetu. Właściwie, jeśliby się przyjrzeć Jego osobie lepiej, doszłoby się do wniosku, że to był bardziej anioł, niż człowiek. Głęboko związany z Bogiem budził sympatię nie tylko ludzi wierzących. Zmienił podglądy i podejście do życia obywateli całego świata, szczególnie Europejczyków, a w tym Polaków.
 
Byłam jeszcze mała, gdy umarł. Mam jednak w pamięci tłumy wiernych zgromadzonych na Placu Świętego Piotra. Wiem, że poczułam wtedy ból i pustkę, jakby odszedł ode mnie ukochany dziadek. Niebo stało się ciężkie i przytłaczające. Potem cały świat, oblókłszy się w czarną szatę żałobną, pożegnał Go. Pogrzeb Jana Pawła II był niezwykły. To było coś w rodzaju podróży, nostalgicznym odesłaniem ciała do duszy, do Boga. Utkwił mi w głowie wyraz Jego twarzy po śmierci. Stanowczy, ale łagodny, spokojny, pełen zadumy w pełni ukazywał świętość, tworzył wielowymiarowy obraz Jego dziedzictwa. Tego, jak przygotował nas wszystkich do życia wiecznego, ponieważ przez cały swój byt promieniował słowami: „Nieważne, jaki jesteś, ani co zrobiłeś. Bóg i tak Cię kocha. Rusz ze mną w drogę do nieba." Wydaje mi się, że właśnie uczucie podróżowania z Nim, nie za Nim, tak bardzo zbliżyło do Niego ludzi i pozwoliło Mu dokonać przemiany nie tylko tej duchowej. Stało się więc oczywiste, że przy dorastaniu towarzyszy mi literatura opisująca Jego czyny. Często wracam do lektur, takich jak „Świadectwo" lub „Do zobaczenia w raju" i pełna rozkoszy przytaczam sobie słowa osobistego fotografa Ojca Świętego, Arturo Mari, który mówił: „Jego największym dziełem jest to, jak przemienił świat." W istocie to, czego dokonał za życia, jest wprost niewiarygodne. W swoich działaniach skupiał się w większej mierze na młodym pokoleniu. Mówił: „Drogie dzieci, nie lękajcie się. To nie stary świat umiera, to nowy się rodzi." Bardzo symbolicznym momentem była pierwsza wizyta Jana Pawła II w Polsce. Gdy zaczął przemawiać, wszystkim mocniej zabiły serca, a na koniec, jak na rozkaz, tysiące młodych ludzi w jednej chwili podniosło w Jego stronę drewniane krzyże. Zwracał uwagę nie tylko na Polskę, bo jak pisał w książce pt. „Pamięć i tożsamość": „Nie mogę rozwijać pogłębionej refleksji na temat Ojczyzny, nie podejmując jednocześnie wątku Europy."  Czuł  się  Europejczykiem,  obywatelem  naszego  kontynentu.  Był niczym apostołowie: Piotr i Paweł. Podróżował i głosił Ewangelię. Wkładał swoje serce w pielęgnowanie innych serc. Dbał o to, by ludzie postępowali jak najlepiej. Osiągnął wiele. Ewangelizował zakątki kuli ziemskiej, które tego potrzebowały. Za Jego pośrednictwem dokonywały się cuda. Przeżywał katolicyzm jako zadanie, a przede wszystkim misję zdolną zmienić oblicze świata. Był pierwszym, któremu udało się ją wykonać. Kochał ludzi, a ludzie kochali Jego. Nie bez powodu nazywany był „Prorokiem Trzeciego Tysiąclecia". Religijny i skromny, czasem samotny, doskonale adaptował się, wtapiał w otoczenie, dostosowywał do ludności i postępu technicznego. Nie unikał mediów, a wręcz przeciwnie - w pewien sposób garnął się do nich. Lubił latać helikopterami, pływać łodziami i jeździć samochodami. Pokonał odwieczną niechęć Kościoła do tego, co nowe, nieznane i inne. Nie bał się śmiać ani płakać. Zapewne właśnie to sprawiało, że młodzież i dzieci tak uważnie go słuchały, były gotowe „iść za nim w ogień". Widziały w obliczu Ojca Świętego jakąś cząstkę siebie, odbierając od Niego najlepsze cechy. Za Jego przyczyną uśmiechały się, współczuły, kochały i tolerowały się nawzajem. Jan Paweł II z pewnością na zawsze zmienił i Polskę, i Europę. Chciał dotrzeć do każdego, mówiąc: „Chcę przyjść do wszystkich, do wszystkich, którzy się modlą i tam, gdzie się modlą. Do Beduina, na stepy, do karmelitanki albo do cystersa w ich klasztorach, do chorego na łożu boleści, do człowieka w pełni sił, do uciśnionych, do poniżonych - wszędzie. Chciałbym przekroczyć progi wszystkich domów." Spełnił własne marzenie, swą powinność. Przygotował wszystkich na swoją śmierć, a potem odszedł. Mieszka pewnie teraz w Niebie i konwersuje ze św. Piotrem o swoim pontyfikacie.
 
W modlitwach do Niego często znajduję ukojenie i spokój. Lubię patrzeć na Jego wizerunek. Odczuwam wtedy pewną bliskość, jakby był obok mnie, trzymał za rękę i prowadził, ukazując właściwą ścieżkę. Zarówno na każdym zdjęciu, jak i w mojej głowie widzę śmiejące się, skupione oczy, które tworzą obraz żywego człowieka, będącego wszędzie ze mną, choć Go nie ma. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób takich jak ja, czujących to samo. Wiem, że On towarzyszy nam wszystkim, jakby sprawdzając, czy to, czego dokonał za życia, miało jakikolwiek sens. Dlatego właśnie myślę, że był Polakiem - niezwykłym autorytetem, który w największym stopniu przyczynił się do zmian w świecie. Miał niesamowity wpływ na to, co jest dzisiaj... Na wizerunek Kościoła i ludzi, ale też Polski i Europy.

Kto zahamował komunizm?

W tramwaju różnokolorowe tłumy ludzi,
Szelest rozmów narasta coraz bardziej,
Zamienia się w krzyki.
Pośród zgiełku i zamieszania,
Jedna motornicza bije się z myślami:
„Stanąć, czy jechać dalej?"
Nagły impuls.
Jasny przebłysk decyzji.
Potem słowa,
Rozdarły zgiełk pośpiechu.
„Ten tramwaj dalej nie pojedzie".
Cisza.
Akompaniament braw.
Skrzypnięcie hamulców i koniec. -

15 sierpnia. Roku 1980.
Henryka Krzywonos zatrzymuje tramwaj,
Naciskając hamulce,
Komunizmu. -

Już następny dzień wita ludzi,
Barwnym świtem.
Krzyki strajku powoli cichną.
To bardzo ludzkie zachowanie,
W końcu dać spokój,
Zarzucić broń.
W niektórych jednak jeszcze tli się płomyczek,
Nadziei.
Na wolną Polskę.
Z ich gardeł wydobywa się niezmienny,
Mocny głos.
Pani Henryka,
Młoda kobieta w kwiecistej sukience,
Ocaleniem strajku,
W Gdańskiej Stoczni.
Krzyki tych ludzi,
Wywalczyły dla nas dziś,
Kraj wolny od komunizmu,
Dając przykład innym państwom,
Które idąc naszą drogą,
Wyswobodziły się z kajdan.

Jeden dzień.
Odwaga jednej kobiety.
Zmieniły całkowicie,
Zaplanowany już bieg historii,
Naszego kraju.
Przywróciły ludziom nadzieję.
Przywróciły Wolną Polskę. -

Henryka Krzywonos- Strycharska.
Prosta kobieta.
Jedna z największych bohaterek,
Walki z komunizmem.
Z jej ust płynie potok słów.
Wciąż aktualny przekaz.
Bóg. Honor. Ojczyzna.
Patriotyzm.
A także miłość,
Szczerość.
I „Solidarność".
Ta podniosła,
Bohaterka narodu,
Ale przede wszystkim,
Ta zwyczajna.
Ciepła solidarność między ludźmi.

... Stoję przed Belwederem. Z uznaniem patrzę na ten potężny gmach. Usiłuję wyobrazić sobie ludzi, którzy przez lata stali na jego ganku, którzy pracowali dla Polski w zaciszu gabinetów. Wzniesiony w latach 1819-1822 według projektu Jakuba Kubickiego wciąż fascynuje urodą i dostojeństwem.

W latach 1918-1922 pałac był siedzibą Naczelnika II Rzeczpospolitej -Józefa Piłsudskiego. To właśnie tu Marszałek wraz ze swym sztabem w nocy z 5 na 6 sierpnia 1920 roku opracowuje on plan bitwy warszawskiej Została ona stoczona w dniach 13-25 sierpnia 1920 roku w czasie wojny polsko - bolszewickiej.,, Cud nad Wisłą"- tak nazwany został po latach przez historyków genialny plan taktyczno strategiczny Naczelnego Wodza, człowieka, który dla niepodległości Rzeczypospolitej gotów jest ponieść największą ofiarę.... 12 sierpnia składa on jednak na ręce premiera Witolda Witosa dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. Dlaczego? Uważa, że skoro rozmowy pokojowe z bolszewikami nie przyniosły oczekiwanych przezeń efektów, Polska musi liczyć na pomoc krajów Ententy. Trójporozumienie uzależniało jednak swoją decyzję od dymisji Marszałka. Jak to dobrze, że premier tej dymisji nie przyjął i nie ujawnił, przecież odebrałby żołnierzom wiarę w zwycięstwo, , a może nawet złamałby ich morale... a i niewykluczone, że bitwa przybrałaby wtedy zupełnie inny przebieg.
W tym miejscu pamiętać jednak trzeba o niezmiernie ważnym fakcie mającym pływ na jej losy : polskiemu porucznikowi -Janowi Kowalewskiemu, udało się złamać szyfry Armii Czerwonej I to potrafił wykorzystać, j. Piłsudski. Nie dziwi mnie wiec podziw lord Edgara Vincenta D'Abernon , który „ Cud nad Wisłą" nazwał "Osiemnastą decydującą bitwą w dziejach świata". Ja sądzę jednak, iż to właśnie charyzma i wiara w zwycięstwo Marszałka doprowadziły do wygranej Polaków, mimo ogromnej determinacji Armii Czerwonej, która rozpoczęła swój pochód na Zachód. Możemy tylko domyślać się, co by się stało, gdyby nie Józef Piłsudski, który przygotował plany bitwy, a następnie dowodził armią. Zwycięstwo w wojnie z bolszewikami ocaliło nie tylko niepodległość Polski. Ocaliło także jej suwerenność i niektórych państw leżących w środkowej i wschodniej Europie ... Marszałku, tak wiele Ci zawdzięcza Polska i Europa...

... Słońce ogrzewa moją twarz. Siedząc na ławce, przyglądam się uważnie dworkowi Milusin w Sulejówku. Zastanawiam się, jakie myśli mogły kotłować się w głowach grupki spiskowców na czele z Józefem Piłsudskim, którzy przygotowywali przewrót majowy. Nie wiadomo, kiedy pojawił się pomysł zamachu stanu. 15 listopada 1925 do Sulejówka zjeżdżają oficerowie garnizonu warszawskiego, aby, pod pretekstem obchodów siódmej rocznicy powrotu Piłsudskiego z Magdeburga, zademonstrować swe poparcie dla Marszałka. 18 kwietnia 1926 Żeligowski wydaje rozkaz o zgrupowaniu 10 maja oddziałów w okolicy Rembertowa w celu przeprowadzenia gier wojennych, co - jak już dziś wiemy, jest tylko pretekstem do zgromadzenia większych sił zbrojnych w okolicach stolicy. Plan przewrotu zaczęto wdrażać w życie rankiem 12 maja 1926r., kiedy to w prasie podano fałszywą informację o ostrzelaniu dworku w Sulejówku. Oddziały wierne Piłsudskiemu wyruszają na stolicę. W stronę Warszawy zmierza także 1 Pułk Strzelców Konnych z Garwolina i 11 Pułk Ułanów z Ciechanowa ...
Nieraz rozmyślałem o tym, czy zamach stanu i obalenie legalnej, demokratycznej władzy było złem koniecznym, a może było to jak najbardziej prawidłową reakcją Marszałka na „kryzys gabinetowy"...?

... Most Poniatowskiego na Wiśle. Oczyma wyobraźni widzę Piłsudskiego, do którego pośpiesznym krokiem zbliża się prezydent Wojciechowski. Marszałek chce ustąpienia gabinetu Witosa, prezydent żąda natomiast kapitulacji Piłsudskiego. Po zerwaniu pertraktacji i odjeździe prezydenta mjr Porwit odmawia Piłsudskiemu przepuszczenia go przez most
Poniatowskiego. Jednak siły Marszałka przechodzą na drugą stronę rzeki przez most Kierbedzia. Po krótkich walkach 15 maja, w trakcie posiedzenia Rady Gabinetowej, prezydent Wojciechowski podejmuje decyzję o ustąpieniu z urzędu i wydaje rozkaz wojskom rządowym zaprzestania bratobójczych walk. Wówczas premier Witos podaje się do dymisji. Polityczne następstwa zamachu stanu to przede wszystkim powołanie nowego rządu. Józef Piłsudski obejmuje w nim tekę ministra spraw wojskowych. 31 maja Zgromadzenie Narodowe wybiera go prezydentem, ale on nie przyjmuje tej nominacji. Wie, że jako prezydent miałby mniejszy zakres władzy i uprawnień. Wskazuje jednak na ten urząd Ignacego Mościckiego. Ktoś może się zdziwić taką decyzją., jednak Marszałek doskonale wiedział, co robi, tym bardziej że zmiana systemu z demokracji na autorytaryzm nie była żadna awangardą w ówczesnej Europie. Po I wojnie światowej w wielu młodych państwach z młodą demokracją pojawiały się problemy związane z wadami tego ustroju. Również w Polsce wówczas potrzeba było silnej władzy. Kraj jest zagrożony z jednej strony ekspansją terytorialną ZSSR, a z drugiej - żądaniami Trzeciej Rzeszy. W obu tych państwach panuje totalitaryzm Rzeczpospolitej potrzebny zatem jest silny i charyzmatyczny przywódca. A takim jawi się Piłsudski i w nim pokładały nadzieje miliony Polaków...

... Jestem w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów na Wawelu przy trumnie Józefa Piłsudskiego. Tu zawsze są świeże kwiaty.
W 9.rocznicę zamachu stanu o godzinie 20.45 gmach Belwederu jest świadkiem jego śmierci. Następnego dnia z jego ciała zostają wyjęte mózg i serce, a rok później złożone będą w grobie Jego Matki na wileńskim cmentarzu na Rossie.
17 maja 1935 roku kardynał Aleksander Kakowski celebruje mszę żałobną. Zmarłego Marszałka żegnają tłumy. Jego pogrzeb staje się wielką manifestacja jedności narodowej. Opłakiwano odejście wielkiego Polaka, który współtworzył Polską Patrię Socjalistyczną i której program zakładał odzyskanie niepodległości kraju: człowieka, który stanowił wzór prawdziwego patrioty., wreszcie człowieka, dla którego naród, Ojczyzna stanowiły najwyższą wartość. Dla nich - jak wiem, był gotów oddać życie...
Czy był człowiekiem bez wad? Zapewne nie. Jak każdy - miał swe przywary, zwykłe słabostki ludzkie, wszak był postacią wzbudzającą kontrowersje. Ważne jest jednak to , że nade wszystko umiłował ojczyznę i naród polski. Jakże prawdziwie odzwierciedlają to jego słowa:
„(...) Choć nieraz mówię o durnej Polsce, wymyślam na Polskę i Polaków, to przecież tylko Polsce służę.".
Jestem przekonany, że Józef Piłsudski to jedna z najwybitniejszych postaci w historii naszego państwa. Jest patronem wielu ulic, placów i szkół. Po 1989 powstało również kilkanaście jego pomników. Piłsudski to dla mnie autorytet, choć moje pokolenie nie jest skore ich uznawać. Okazał się zwycięzcą nie tylko podczas bitew, ale przetrwał również próbę manipulacji jego życiorysem przez rządy PRL-u. Gdyby przyszło mu żyć w czasach Gomułki i Gierka zapewne powiedziałby:
„Ja Was przepraszam Panowie. Ja Was bardzo przepraszam. Tak nie miało być".
Józef Piłsudski to postać owiana legendą i atmosferą tajemniczości. Człowiek nieustępliwy, nauczyciel  cnoty,  honoru i  męstwa,  dyktator,  wizjoner,  osobowość apodyktyczna i chorobliwie ambitny patriota. Kochany tak samo jak i nienawidzony. Był nieustępliwym buntownikiem, który nigdy się nie poddawał i nie ulegał innym. Jego słowa: „Być zwyciężonym i nie ulec to zwycięstwo" - niech staną się moim drogowskazem
życiowym...

Polak to brzmi dumnie - Witold Pilecki

O Witoldzie Pileckim usłyszałem po raz pierwszy, gdy miałem 11 lat. Niedawno więc.
Mama opowiadała o tym człowieku mojemu bratu, który przygotowywał się do konkursu o Szarych Szeregach i Armii Krajowej. Potem usłyszałem audycję w radiowej Jedynce, z ciekawości wyszukałem informacje w Internecie. Zaintrygowała mnie ta postać, bo przypominał mi polskiego... Jamesa Bonda.

Dlaczego uważam Witolda Pileckiego za wybitnego Polaka?

Żył w czasach trudnych. Określa się je nieraz w przenośni „zawieruchą historyczną". Gdy po zaborach Polska odzyskała niepodległość, Pilecki miał 17 lat. Spędził je w Rosji, do której zesłano jego rodzinę za udział dziadka w powstaniu styczniowym. Myślę, że patriotyzm i odwagę odziedziczył właśnie po dziadku. Dlatego w Wilnie, mimo że był jeszcze dzieckiem, działał jako harcerz- drużynowy, choć groziła za to kara. Harcerstwo uważano wtedy za nielegalną organizację.
Po 1918 roku Witold zrobił wszystko, żeby przedostać się do Polski i zaciągnąć jako kawalerzysta na wojnę z bolszewikami. Walczył w wielu miejscach , m.in. w bitwie warszawskiej, i za odwagę odznaczono go dwukrotnie Krzyżem Walecznych. Patrząc na jego młodość, którą cechowały miłość do ojczyzny i zdolność do całkowitego poświęcenia się dla niej, jego dalsze życie nie mogło wyglądać inaczej.
Kiedy dokładnie poznałem biografię Pileckiego, byłem pod ogromnym wrażeniem. Gdy wybuchła II wojna światowa jego oddział kawalerii zniszczył 7 czołgów i 2 nieuzbrojone samoloty niemieckie. Uważam to za ogromny wyczyn i dowód na zdolności dowódcze Witolda Pileckiego. Ułani byli przecież o wiele słabiej uzbrojeni od zmechanizowanych jednostek hitlerowskich, więc taki wynik po kampanii wrześniowej zasługuje na uznanie.
Pilecki nie złożył broni po kapitulacji, przedarł się do okupowanej Warszawy i zaczął działać jako konspirator. Już sama ta aktywność, znowu nielegalna, wzbudza mój podziw. Wiadomo, że za podziemną walkę groziła śmierć przez rozstrzelanie lub wysłanie do obozu koncentracyjnego. Ludzie się bardzo bali trafienia na Pawiak, a stamtąd wywózki do Auschwitz lub innego obozu. Właściwie nikt nie wracał z tych miejsc, więc była to podróż w jedną stronę, w stronę śmierci.
Witold Pilecki dokonał czegoś niebywałego, w co aż mi trudno uwierzyć. Wymyślił plan, który z góry był skazany na porażkę, bo aż tak wydawał się nierealny. Przedstawił go swoim dowódcom z Armii Krajowej i dostał zielone światło na jego realizację. Z dzisiejszej perspektywy pomysł Pileckiego, by jako Tomasz Serafiński dostać się do obozu zagłady
Auschwitz, zebrać informacje o tym, co się wewnątrz niego dzieje, i zorganizować ruch oporu, a na koniec stamtąd uciec, brzmi jak scenariusz filmu sensacyjnego z Hollywood. Jednak to nie była fikcja, to wydarzyło się naprawdę. Witold Pilecki tego dokonał!
Najpierw celowo dał się aresztować w łapance, później wraz z transportem trafił do Auschwitz, pewnie cudem uniknął wiele razy śmierci, będąc w fabryce śmierci. Nawiązał kontakt z różnymi ludźmi - i tu też nie miał gwarancji, że ktoś go nie wyda i stworzył ruch oporu w obozie. Cała akcja Witolda Pileckiego obarczona była ogromnym ryzykiem, a jednak się udała. Wcześniej z jego meldunkami o ludobójstwie uciekali inni więźniowie, Niemcy więc coraz bardziej zaostrzali środki bezpieczeństwa, mimo wszystko Pilecki zbiegł.

Żałuję, że jego pomysł o zorganizowaniu zbrojnego powstania w Auschwitz nie został zaakceptowany przez dowództwo AK.

Po dotarciu do stolicy Pilecki uczestniczył w powstaniu warszawskim i trafił do niewoli niemieckiej w Murnau. Naziści nie zdawali sobie sprawy z tego, kogo uwięzili, w przeciwnym razie na pewno zginąłby za swoją działalność antyhitlerowską.

Gdy alianci wyzwolili oflag, zdążył się jeszcze zaciągnąć do armii Andersa i walczyć we Włoszech. Naprawdę trudno uwierzyć, że miał w sobie tyle siły i chęci walki. Odznaczał się nie tylko hartem ducha, ale i zmysłem organizacyjnym, dlatego na rozkaz Andersa w 1945, przedostał się do Polski zajętej przez Sowietów i zbierał informacje o działaniach NKWD, represjonowaniu żołnierzy AK i sytuacji politycznej w Polsce. Aresztowano go w 1947 i zarzucono szpiegostwo.

Witold Pilecki odrzucił ten zarzut. Uważał się za prawdziwego Polaka i nie zgadzał na taki kształt Polski, jaki uzyskała po Jałcie. W więzieniu był poddany potwornym torturom, w rozmowie z żoną wyznał, że ubecy są tak bardzo bezwzględni i okrutni podczas śledztwa, że „Oświęcim przy tym to była igraszka".

Pileckiego skazano na śmierć, a wyrok wykonano 25 maja 1948 roku w więzieniu mokotowskim. Zginął od strzału w tył głowy jak oficerowie polscy w Katyniu, Charkowie czy Starobielsku. Tak też zginął brat mojej prababci w Miednoje.

Uważam Witolda Pileckiego za bohatera z okresu II wojny światowej. Jestem dumny z faktu, że był Polakiem i poświadczał to swoim życiem. W latach 90. doczekał się rehabilitacji, jego nazwisko noszą ulice w wielu miastach. Nagrywa się o nim filmy i audycje, wydaje książki.
W radiu usłyszałem, że Witold Pilecki należał do najodważniejszych ludzi w czasie II wojny światowej, według brytyjskich historyków. To powód do dumy dla nas wszystkich, Polaków.

Czy wielki Polak to taki, który ma wpływ na ówczesną młodzież, czy taki, którego wszyscy znamy ?

Dla każdego z nas pojęcie „Wielki Polak" ma różne znaczenia. Używając takiego określenia mamy na myśli kogoś sławnego, celebrytów czy tez bohaterów znanych na skalę międzynarodową. Każdy z nas powinien znać Marię Curie-Składowską marszałka Piłsudskiego albo Tadeusza Kościuszkę. Ci Polacy są przecież znani w Europie albo i na świecie, uczymy się o nich na lekcji historii, omawiamy ich życie oraz wpływ na nasze dzieje. Kolejnym przykładem jest Karol Wojtyła, później znany na całym świecie jako papież Jan Paweł II. Był to wielki człowiek, który miłował każdego bliźniego i do końca swych dni pełnił są służbę. Wyżej wymienione postacie odegrały duża rolę w naszej historii, miały wpływ na dzieje nie tylko Polski, ale także Europy. Ale czy są to osoby z których my młodzi bierzemy obecnie przykład ?
W dzisiejszych czasach wielcy Polacy, którzy tak naprawdę mają wpływ na Polskę i Europę powinni mieć wpływ na nas - na zwykłych ludzi. To właśnie z osób „wielkich" powinniśmy czerpać autorytet, ponieważ wzorując się na nich będziemy mogli mądrzej decydować o losie swoim jak i o losie naszej ojczyzny. Jeśli naszym autorytetem byłby Józef Piłsudski i mielibyśmy podjąć jakąś ważną decyzje wzorując się na jego przekonaniach i czynach wybralibyśmy dobrze? Przypuszczam, że nie, ponieważ to były inne czasy i jego nastawienie było bardziej bojowe, a teraz w Europie panuje pokój. Choć Tadeusz Kościuszko był wyśmienitym przywódcą to czy dziś wzorując się na nim wiedzielibyśmy, jakie wartości są ważne i ważniejsze? Podobnie jest z Maria Skłodowską - Curie. Odkryła pierwiastek chemiczny, dostała nagrodę Nobla, ale czy we współczesnym świecie potrafilibyśmy dokonać słusznego wyboru jeśli bralibyśmy przykład z jej wielkości? Porównuje te osoby do nas, do naszych wyborów i przekonań, dlatego że teraz to my, a później nasi potomkowie będziemy mieć wpływ na Polskę i Europę. Patrząc na nasz kraj, to widać, że potrzebni mu są wielcy Polacy na miarę obecnych czasów. Bez nas nie byłoby Polski, ponieważ to my ją budujemy, podtrzymujemy kulturę i dbamy ojej przyszłość.
Dla mnie Polak wielki to Polak, z którego możemy i będziemy mogli brać przykład nawet za 100 lat. Takie osoby, które są często dla nas autorytetem, to muzycy. Mam na myśli patriotyczne treści zawarte w ich utworach. Nasz narodowy hymn zawsze będzie „na czasie" i mimo swoich lat jest wciąż aktualny jeśli się go właściwie zinterpretuje. Muzyka ma wpływ na nas, szczególnie na osoby młode. Ja, mając szesnaście lat nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki. Słucham utworów starych ale i współczesnych. „Idź po swoje, ale pamiętaj która Ziemia to ziemia cię wykarmiala, Pamiętaj ile Polsce zawdzięczasz, Jestem Polakiem na dobre i złe" - jest to fragment utworu rapera - „Zjednoczony Ursynów", który pokazuje, że dzięki Polsce jesteśmy takimi ludźmi jakimi jesteśmy, że mamy swój dom i historię. Wiele współczesnych raperów m.in. PNKB, O.S.T,R czy Pezet mówi nam, jakie wartości są ważne. Dlatego są wielkimi Polakami, bo ich słowa wpływają na Polską młodzież, choć wiele osób gdy ich widzi mówi: „ale pener". „Nosze dumnie polskie barwy, Jak rycerze, jak żołnierze, Jak potrzeba jestem hardy, Tyłko, tylko w Polskę wierzę " - są to słowa rockowego zespołu „Złe Psy". Pewnie nie wszyscy przedstawiciele starszego pokolenia się ze mną zgodzą, jednak to nie gatunek muzyki czy wygląd świadczy o człowieku, ale przesłanie zawarte w tekście. Dla mnie właśnie to jest Wielki Człowiek, którego słowa zmieniają moje życie i sposób myślenia.
Powyższe przykłady pokazywały znaczenie słów wielkich ludzi, ale liczą się także czyny. Dlaczego na lekcjach historii nie omawiamy czynów „zwykłych ludzi"? Wiedząc kim był Kolumb dowiemy się kto odkrył pierwszy Amerykę, ale czy mamy z tego jakieś przesłanie? Dla nas to bardzo odległe czasy. Nieznana prawie nikomu Jadwiga Rozmiarek jest świetnym przykładem osoby, która może być dla nas wzorem do naśladowania. Urodziła się ona w małym miasteczku pod Poznaniem w 1917 r. Czynna harcerka, uczyła się w szkołach poza granicami kraju, gdzie uczyła dzieci polskich emigrantów pieśni patriotycznych, języka polskiego, wierszy. Wiele podróżowała, jeździła na nartach i konno, żeglowała. Kiedy rozpoczęła się wojna opuściła dom w mundurze harcerskim z plecakiem i oddała się do najbliższego punktu opieki nad uciekającą ludnością cywilną. Od razu po klęsce wrześniowej wstąpiła do organizacji „Ojczyzna", w której zbierała informacje o zbrodniach wroga i mordzie w Mosinie i Kórniku. W styczniu została kurierką Warszawa-Paryż. Pewnego dnia wyruszyła z domu po raz ostatni, gdyż ostatnia wiadomość o niej jest z 15 stycznia 1940 roku. Nie wiadomo kiedy i jak zginęła, ale wyjechała z domu ze świadomością, że podróż może być niebezpieczna.
W mojej pracy chciałam pokazać, że nie tylko ludzie wielcy - znani i szanowani mają wpływ na Europę i Polskę, ale również osoby, które nie są tak popularne, ale ich czyny też są ważne. Na nas młodych większy wpływ ma człowiek, który jest „bliżej" nas.

„Tęsknota i marzenie,.."

Moje marzenie?
Spotkać się z Tobą...
Ujrzeć Cię we śnie.
Tyle mam pytań...
Gdy byłam dzieckiem,
nie wyróżniałam Cię spośród tłumu.
Widziałam tylko na kolorowym ekranie
człowieka ubranego na biało,
który z miłością wypisaną na ustach
błogosławi milion ludzi.
Byłam za mała, by zrozumieć Ciebie.
By zrozumieć Twoje zadanie i służbę.
Teraz już za późno...
Nawet nie wiesz jak bardzo
chciałabym cofnąć czas...
Za późno na usłyszenie Twych świętych słów.
Za późno na ujrzenie Twojego wzroku
pełnego wiary i dobroci.
Pozostały tylko sny...
Niczego tak nie pragnę,
jak spotkać się z Tobą.
Jeden jedyny raz we śnie,
ujrzeć Twój wdzięczny uśmiech,
bym miała czas, podziękować Ci...

Podziękować za Twe usta,
z których wypływała tylko miłość...
Miłość nawracająca wszystkie narody.
Podziękować za Twoje ręce,
które dawały ciepło, schronienie,
którymi garnąłeś wszystkich do siebie.
Podziękować za to,
że byłeś dla mnie człowiekiem idealnym.
Podziękować,
za obecność w każdej chwili mego życia...
Podziękować za Twe słowa,
które na zawsze zagościły
w moim sercu.
Podziękować za Twoją wielką
i nieograniczoną miłość.
Podziękować za to,
że akceptowałeś mnie takiego,
jakim jestem.
Podziękować za to,
że potrafiłeś przebaczyć swoim wrogom
nawet najcięższe grzechy.
Podziękować
za Twoją modlitwę za Polskę
i za każdego z nas.
Podziękować za wszystko...

Rzekłeś kiedyś:
„Wypłyń na głębię". Ja staram się wypłynąć...
Dla Ciebie zrobię wszystko.
Daj mi tylko znak...

Kategoria 17 - 20 lat

Portret poetki /Wisławy Szymborskiej/  

„Byliśmy końmi,
Które cwałują obok siebie"
- mówiła.

Wielka moc
Łączyła ich natchnione serca.
On - kwitnący prozaik.
Ona - skromna poetka
Posiadająca wielki dar,
Patrząca na codzienność
Oczami pełnymi fascynacji.

Swoje myśli
Uwieczniająca na papierze.
Językiem pozornie prostym
Potrafiąca dotrzeć do każdego wnętrza
Zapierając dech w piersiach rodaków
Pukając do serc rozwianych po świecie
Poruszając
Sprawy pomijane,
Na pozór drugorzędne,
Przywoływała dziwne uczucie niestałości.
Świadomość przemijania.

Radość
Tak płynnie przemykająca między wierszami
Wypełniająca optymizmem każdą.
Choćby najtwardszą duszę.
Wywołująca uśmiech na każdej,
Choćby nąjpochmurniejszej twarzy.

Rzeczywistość
Przelana na papier bez zbędnych nadziei,
Bez wielkiego wysiłku.
Oplecione prostotą
Oczarowanie codziennym życiem.

Mistrzyni
Pięknej literatury
Często inspirowana geniuszem sztuki
Vermeer z Delft
Otwierał okna jej życia
Stawiając pytania niekoniecznie zwykłe,
Na które odpowiedzi zawzięcie poszukiwała
1 zamykała je w słowach
Pięknych,
Prawdziwych,
Przesyconych mądrością,

Zmuszających do myślenia,
Do otwierania serc
I wchłaniania chwil beztroskich,
Bo...
„Chwilami życie bywa znośne."

Słońce grzało niemiłosiernie, bezlitośnie przedzierając się przez złociste korony drzew w Central Parku. Było sobotnie, październikowe popołudnie, wszędzie pełno było ludzi, którzy korzystając z tak pięknej pogody, masowo wylegli z domów, by zrelaksować się po ciężkim tygodniu pracy.
Ze mną nie było inaczej. Ostatni tydzień był chyba najintensywniejszym i najbardziej ekscytującym, jaki kiedykolwiek mi się przytrafił. Tak wielu nagłych, dziwnych wydarzeń nie miałam chyba nigdy w życiu. Jak co roku mieliśmy w naszym liceum wielki test sprawdzający z TIT-u, niby nic wielkiego, wszystko jak zwykle pod kontrolą. Wypadki teoretycznie zdarzają się raz na milion, czyli w praktyce nie powinien się on zdarzyć. Cóż, najwyraźniej jestem wyjątkowa. Na naszych testach mamy cztery poziomy trudności. Najłatwiejszy, który pozwala zaliczyć test, ale nie daje dodatkowych punktów, odbywa się na terenie Stanów Zjednoczonych i jest to najczęściej podpisanie jakiejś umowy czy poprawki do konstytucji. Kolejny poziom to także USA, ale w czasie wojny. Trzeci i czwarty analogicznie, tyle że w państwach z puli „reszta świata". Za każdy poziom wyższy niż jeden dostaje się dodatkowe punkty, które znacząco wpływają na ocenę końcową. W tym roku postanowiłam zaryzykować i wybrałam poziom 3. Miejsce przeznaczenia wybiera komisja, a jedynie w uzasadnionych wypadkach, które zdarzają się bardzo rzadko, to uczeń może wybrać dokładny czas i miejsce.
Wylądowałam w jakiejś pracowni. Siedzący tam człowiek nieźle się przestraszył, widząc dziewczynę przylatującą znikąd, ale w miarę szybko się uspokoił. Na moje szczęście, bo czasem bywa groźnie, szczególnie jeśli miejscem przeznaczenia jest Afryka lub Azja. Mężczyzna przedstawił się jako Łukasiewicz i wyjaśnił, że właśnie pracuje nad nową lampą, zasilaną przez naftę. Był naprawdę miły, odpowiedział na wszystkie moje pytania, nawet zaproponował, że oprowadzi mnie po mieście. Nie mogłam jednak zostać dłużej, bo równo trzy godziny po przeniesieniu musimy wracać z powrotem. Dłuższa nieobecność w naszym wieku może być niebezpieczna, zdarzyły się też przypadki utknięcia nie w swoim czasie. Na początku wszystko szło jak z płatka, tyle że gdy otworzyłam oczy, nie zobaczyłam znajomego wnętrza sali numer 341. Stałam na placu. Placu świętego Piotra i zdecydowanie nie był to XXI wiek. Skąd wiedziałam? Gdy dzisiaj ludzie widzą biały dym lecący z komina, to wszelkie telefony, aparaty, tablety, smartfony, kamery są w pogotowiu. Tutaj nikt niczego nie trzymał w dłoniach. Chyba, że flagi. „Habemus papam!" - jedyna część którą zrozumiałam, niestety łacina nie jest moją mocną stroną. Po chwili na balkon wyszedł papież. Jan Paweł II. Zawirowało mi przed oczami i łupnęłam nagle o podłogę. Sala 341...
Podobno stało się coś ze sprzętem, który zamiast przenieść mnie do współczesnych mi czasów, pomylił się o kilkadziesiąt lat i wylądowałam w 1978 roku. Natychmiast zrobiono mi wszystkie badania i dano dzień wolny, co niezmiernie mnie ucieszyło. Wracając do domu, cały czas myślałam, dlaczego ten jeden błąd, który miał się nigdy nie wydarzyć, przydarzył się akurat mnie i czy wydarzenia, których byłam świadkiem się jakoś łączą ze sobą. Jak się okazało, jedyną rzeczą je łączącą było pochodzenie obu mężczyzn - byli Polakami. O papieżu słyszałam, głównie o jego dążeniu do ekumenizmu i przełamaniu lodów relacjach z innymi
wyznaniami. Nie miałam jednak pojęcia, jaki miał on wpływ na losy państw zza żelaznej kurtyny! Szczerze mówiąc, to obalenie komunizmu kojarzy mi się bardziej z Murem Berlińskim, niż z Janem Pawłem II czy Wałęsą... Cóż, trzeba przyznać że odwalili niezłą robotę. Jeśli chodzi o naukowca, to udało mu się skonstruować tę lampę, co mnie bardzo cieszy, bo był dla mnie naprawdę miły. Wydaje mi się, że słyszałam kiedyś o wynalazcy lampy naftowej, ale myślałam, że był on Rosjaninem...
Następny dzień w szkole przyniósł mi niezbyt wesołą wiadomość. Muszę zaliczyć test jeszcze raz, bo przez to moje skakanie w czasie były jakieś zakłócenia i egzaminatorzy nie mogą zrobić prawidłowego odczytu. Z racji moich poprzednich kłopotów, dostałam możliwość wyboru czasu i miejsca, Jako trzecia osoba w całej historii naszej szkoły! Tym razem wolałam więc nie ryzykować. Wybrałam jedno z łatwiejszych przeniesień - wejście w życie 19. poprawki do Konstytucji USA, o prawach wyborczych kobiet. Trzeba było tylko poobserwować ludzi, popytać o ich opinie, zanotować, napisać sprawozdanie. I już. Niedaleko, spokojnie, cicho. Najwyraźniej jednak to nie w urządzeniu była jakaś usterka, tylko to ja sama powodowałam te nagłe zmiany kierunków i przesunięcia w czasie... Wylądowałam co prawda bezpiecznie, poza tym nic się nie zgadzało. Było jeszcze gorzej niż poprzednio. Jakieś pole, rzeka i pełno wojska. Więcej nie zdążyłam już zauważyć, odezwał się instynkt przetrwania. Z moją kondycją co prawda długo biec nie mogłam, ale maszerować jak najbardziej tak. Po czasie, który wydał mi się wiecznością, dotarłam do miasta. Warszawy, według napisu. Ludzie wyglądali spokojnie, zupełnie jakby nie mieli pojęcia, co się dzieje nie wcale aż tak daleko od ich miasta! Zaczepiłam kilku z nich, jednak żaden z nich nie mówił po angielsku. Z braku pomysłu postanowiłam przespacerować się po mieście. Było całkiem ładne, zapisałam sobie nawet jego nazwę w notesie; po powrocie poszukam, gdzie ono dokładnie leży. Przed 16:00 skierowałam się na plac, który wydawał mi się głównym - stał tam zamek i taka wysoka kolumna. Tym razem, na szczęście, chociaż powrót okazał się bezproblemowy. Jednak widok sali szkolnej może sprawiać radość! Musiałam znowu przechodzić przez wszystkie ankiety, badania, odpowiadać na pytania. Podejrzewam, że i tak nie znajdą przyczyny mojego „problemu". Ale jakoś bardzo mnie to nie martwi.
Również i tym razem zrobiłam mały research po powrocie do domu. Bitwa którą widziałam z daleka, okazała się być bitwą warszawską. Dowódcą był Józef Piłsudski, który tym zwycięstwem uratował w 1920 roku Europę przed bolszewikami. Mówiąc szczerze, nigdy nie słyszałam o tej bitwie, chyba nie mówi się o niej za często, mimo że jest jedną z ważniejszych, według lorda DAbernon osiemnastą, w dziejach świata.
Cóż, mimo niemałej dawki stresu, jakiej dostarczyły mi te niespodziewane „skoki", to nie żałuję. Na pewno wiem teraz więcej, niż przed testami. Co więcej, dodałam kolejny punkt do mojej „European Trip". Warszawę.
Słońce zachodzi, w Central Parku robi się coraz ciemniej. Muszę już wracać do domu. Mieszkam niedaleko, w Upper East Side, ale pewnie i tak dojście zajmie mi sporo czasu.

*** Szymborska Wisława, jej życie i sława ***   

„Poezję poznać to poznać inne światy"
- tak sprecyzowała swoje poematy.

Urodzona w Bninie,
spokojnie sobie żyła,
polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim się uczyła.
Choć lata życie przypadały na czas wojny,
Jej zapał do pisania nie był powolny.

Precyzja, ironia, paradoks,
Jej słowa niosą ze sobą radość.
Czytając Jej wiersze, chce się czytać jeszcze,
Jej słowa niosą się po świecie jak powietrze.
Oryginalną poetykę utrwaliła,
w Jej wierszach drzemie ogromna siła.
Nawiązywała do tradycji, do doświadczeń, wydarzeń...
z precyzją odsłaniała ludzkie koleje zdarzeń.
Zadziwiała głębią, humorem i przenikliwością,
życie poetki było wielką wartością.
Moralne refleksje nam przekazuje,
swoimi doświadczeniami nas motywuje
Brak skrajnego pesymizmu czy relatywizmu,
był przyczyną jej obiektywizmu.
Na pożółkłych kartkach pisała swe prace,
a swoje mieszkanko nazywała pałacem.
Pisała od zawsze, w wielu pismach nawet,
i nie myślała, że zyska taką sławę.
Pisała niewiele, kilka wierszy rocznie
i dlatego jej słowa nie brzmią przelotnie.
Jej wiersze przewrotne nawet bywały,
ale wielkie wartości przekazywały.

„Chodząca skromność" tak o niej mówiono,
a utwory artystki na wiele języków tłumaczono.
Honorowym członkiem Amerykańskiej Akademii Sztuki I Literatury była,
ale sława Jej w głowie nie przewróciła.
Mówi o niej cały świat,
świadczy o tym najdobniejszy fakt.
Nagrodę Nobla zdobyła,
na co na prawdę zasłużyła.
Jasną gwiazdą w szarym świecie była,
na codzienne pytania odpowiedzieć potrafiła.
Utwory Szymborskiej znane są na świecie,
nawet Woody Allen czytał o nich w gazecie

Jako młoda osoba wiem o czym pisała,
wiele razy poezją rady mi dawała.
Mimo, że przykładem dla wielu jest i była,
to papierosom „nie" nie mówiła.

Ciężka choroba Ją pokonała,
lecz na zawsze zostanie zapamiętana.
Wszyscy opłakiwali odejście poezji ikony,
Komisja Europejska, Prezydenci, a nawet i ich żony.

Fundacja poetki pomaga pisarzom,
którzy o takiej sławie jak ona marzą.
Dała im przykład, jeśli chcesz to potrafisz,
 rób co lubisz, nie czekając na afisz.

Polska to kraj gdzie Wisława mieszkała,
tu się uczyła i wychowywała.
Cieszę się i dumna jestem z tego,
że Szymborska pochodzi z kraju mojego.
A ja chwalić się będę, gdziekolwiek dotrę w świecie,
o takiej poetce której nigdzie nie znajdziecie.

PRACE PLASTYCZNE

Początek strony